Naj­now­szą pieśń naj­więcej ludzie sławią.

poniedziałek, 28 listopada 2016

piosenka która nigdy nie powstała

          miliony gadżetów, dupereli smartfonów, tabletów, smartwatchy, setki  kanałów telewizyjnych, seriali, debilnych programów, tysiące aplikacji, stron internetowych, gier, zdięć na portalach społecznościowych, wszystko tylko po to by ukraść nasz cenny czas, nasze bezcenne życie.
          błyska, mruga, ogłupia nasze mózgi, siedzimy, ślipimy w monitorki, idiociejemi, mieliśmy tworzyć, przełamywać, zmieniać, nieść kaganek oświaty, a pozostał nam tylko kaganiec, nie gryziemy, nie mamy sił nawet szczekać, wariujemy i nie robimy nic,
          zagubieni, zapatrzeni, tracimy kontakt z rzeczywistością, tracimy kontakt z bliskimi, tarcimy sens,  z pokolenia na pokolenie popełniamy wciąż te same błędy, tak jak w poniższym przykładzie

Karty.

Scena z dzieciństwa wyryta pod czołem
Mój ojciec skupiony w fotelu za stołem
Nie ruszył ręką już od kwadransa
Cisza! Bo tata rozkłada pasjansa
„=”
Siedzisz jak mumia kolejną sobotę
Wziął byś się wreszcie za jakąś robotę
Nie marudź matka mi o finansach
Cisza! Tata rozkłada pasjansa
„=”
Nie chcesz pracować, a dzieci głodne
Robuś na dupie przetarł ostatnie spodnie
Weź się za złom, to ostatnia szansa
Cisza! Tata rozkłada pasjansa

 „=”
Matka coś krzyczy, że dzisiaj wtorek
Wyjdź, że i podłącz na lewo korek
Bo chcę obejrzeć w TV romansa
Cisza! Tata rozkłada pasjansa
 „=”
Lecz nagle hałas, w drzwi ktoś łomocze
Komornik, krzyki, Bank wygrał proces
Mnie matka śle jako ordynansa
Cisza! Tata rozkłada pasjansa

‘=’
Więc telewizor skończył w Lombardzie
Nudzić już chyba nie da się bardziej
Pójść tak do kina, na jakiegoś seansa?
Cisza! tata rozkłada pasjansa
 ‘=’
Radiowa jedynka też już nie zagra
Odbiornik tato wyniósł do szwagra
Lubiłem słuchać trąbki Davisa Milesa
Cisza! Tata rozkłada pasjansa
 „=”
W zoo też nie bylim, choć bardzo chcemy
Więc odgrywamy przed tatką sceny
Siostra jest  goryl, ja gram szympansa
Cisza! Tata rozkłada pasjansa
‘=’ 
Kolacji brakło, trudno, nie szkodzi
Lecz dzieci kochanych nie chcesz zagłodzić
Dajże piątaka na batonik Marsa
Cisza! Tata rozkłada pasjansa
‘=’
Może do snu choć tato poczyta
Brzechwy: kłamczucha i skarżypyta
Albo Don Kichot i Sanczo Pansa
Cisza! Tata rozkłada pasjansa.
„=”
Dzisiaj sam siedzę w tablet wpatrzony
Nie gadam z dzieckiem, nie słucham żony
Ciągłe pretensje, urazy, anse.

Cisza! Tata myśli nad pasjansem.

środa, 9 listopada 2016

piosenka dla żony, autor przestraszony

Jak wam żona potrafi wytłumaczyć co jest dobre, a co złe, a wy po prostu przyznajecie  jej racje, to jest już z wami naprawdę słabo. Ze mną jest bardzo słabo. Powiedziała mi, że bez sensu, że po co piszę te bzdury, że powinienem pisać tak, a tak, ciekawiej. Wtedy ludzie chcieliby to czytać.
 I normalnie jej nie uwierzyłem. Budka Suflera mi podpowiedziała, żebym nigdy nie wierzył kobiecie. Ale przez to wszystko odechciało mi się pisać. Miałem  dość co tygodniowego słuchania, że nie robie wrażenia, że nie powalam, że narzekanie na kobiety się przejadło. Że  jest równouprawnienie. I lepiej na kobiety nie naskakiwać. Są inteligentniejsze, lepiej wykształcone, bardziej oczytane.
 A na kiego ja mam robić wrażenie na tych oświeconych kobietach. Po prostu lubię usiąść wieczorem, wypić wino i napisać tekst. Nie musi być dobry, nie musi być mądry, nie musi się podobać? Jak masz chęć to se wkręć! Mam taką ochotę i wkręcam sobie fazę.
A po co publikuję na otwartym Blogu. Bo taką mam chęć.
Barek

1
Jako dzieciak zazdrościłem
Tego mebla ojcu
Aksamitem wyściełany
 i z lustrem na końcu.
Zawsze flaszka albo dwie
Sąsiadów spraszali
Potem głośno śmiali się
A mnie spać kazali
…………………………………
2
Dziś pamiętam jak na studiach
Kryształowy dzbanek
Dbając o finezję picia
Kelerisem napełniałem
Mnie kultury brak niestety
Co kupię wypijam
Okazje to dla mnie bzdety
Tu się z żoną mijam
ref
Bo w mym domu zakaz jest
Zakaz alkoholu
Ojciec gdzieś tam zachlał się
nie trafił do domu
Więc pokutuj teraz ty
Pijackie pokolenia
Chociaż wóda leje się
Tak jak kręci ziemia

3
Nastawiała w barku wódę
Ale nie ma jej kto pić
Jak kieliszka zrobisz próbę
To ci baba nie da żyć
O taki mebel nie proście
Skoro zakaz korzystania
Otworzysz gdy przyjdą goście
Dosyć mam czekania
ref
Bo w tym domu zakaz jest
Zakaz alkoholu
Ojciec gdzieś tam zachlał się
nie trafił do domu
Więc pokutuj teraz ty
Pijackie pokolenia
Chociaż wóda leje się
Jak kręci się ziemia
4
Wszak  nikogo nie zaprasza
Świadomie czy z wredna
Skoro z nikim nie wypiła
Z kim się ma pojednać?
Ale barek ma powalać
Wokół światła LED
Gdy obejrzeć się go starasz
Toś zwyczajny zgred
ref
bo w tym domu zakaz jest
Zakaz alkoholu
Ojciec gdzieś tam zachlał się
nie trafił do domu
Więc pokutuj teraz ty
Pijackie pokolenia
Chociaż wóda leje się

Jak kręci się ziemia

wtorek, 26 kwietnia 2016

kolęda

Kolęda
Młodzi mają problem ze startem. Jak ich starzy nie ustawią finansowo to im ciężko. Bardzo im ciężko. Są młodzi mają marzenia. Nie chcą w siedzieć w Biedronce na kasie, ani kręcić betonu na budowie. Chcą kręcić filmy, albo śpiewać piosenki i dzięki temu siedzieć na kasie. Tylko, że o dziwo, rynek mamy taki, że nikt im nie chce za to płacić. Zrezygnowani, zdesperowani, myśląc wciąż o łatwym zarobku rezygnują z marzeń, kobiety zaczynają robić za dziwy, faceci za handlarzy. Te historie nigdy nie kończą się dobrze.
Dlatego podpowiadam jak zarobić na swojej twórczości. Trzeba wyjść do ludzi.
Za młodu chciałem zostać pisarzem. Napisałem książkę, z której byłem bardzo dumny. Świetny pomysł, realizacja, humor, zaskakujące zakończenie, rzadko można spotkać taki dobry utwór literacki. Rozesłałem do 20 wydawnictw, widząc już siebie na targach książki obleganego przez czytelników żądnych autografu. Minęły miesiące potem lata i nikt się nie odezwał. W między czasie stwierdziłem, że może łatwiej będzie z krótką formą. Opowiadań machnąłem jakiś tuzin i słałem na do wydawnictw, gazet, na konkursy. Były dobre. Mnie się podobały o wiele bardziej, niż te przez nich publikowane.
Po roku bez odpowiedzi, doszedłem do wniosku, że to jedna wielka banda znajomków, w której jeden, drugiemu rękę myje. Drukują nawzajem tylko swoje nędzne wypociny, a wszystkich utalentowanych, którzy bez problemu zajęliby ich miejsce, zbywają milczeniem. Miałem się już poddać, ale zdecydowałem, że mam w dupie te komercyjną klikę. Nie chcą mnie promować to „ha im w de”, sam się wypromuję. Kupiłem na pchlim targu starą maszynę do pisania, stolik, rybackie krzesełko, wydrukowałem kilkaset kopii krótkich opowiadań, i usiadłem z tym wszystkim, przed wejściem do największego centrum handlowego w mieście. Natężenie ruchu w tym miejscu nigdy nie maleje, oscylując bez przerwy w górnych granicach skali. Wywiesiłem pod stołem jeszcze baner z napisem  „Nawet kiepski poeta musi jeść.” – i z całą mocą zacząłem naparzać w klawisze. Stukot maszyny do pisania przyciągał ciekawskich, za co łaska każdy dostawał jedno z opowiadań. I co się okazało?
Da się żyć nawet z tak kiepskiego pisarstwa jak moje. Dlatego wszystkim mówię wyjdź do ludzi, a na bank zarobisz coś na swoim występie. Muzykom jest łatwiej, wystarczy instrument i już dzielą się swym talentem.
Te chłopaki mieli nadzieję żyć z tego co najbardziej kochali czyli muzyki. Ale pochodzili z zapadłej wsi. Gdzieś na rubieżach kraju. Mieli chęci, mieli pomysły. Perkusista naciągnął wyprawioną skórę wieprza, na beczkę po kiszonych ogórkach, a syn drwala grał na pile. Brakowało im instrumentów. Ale skąd wziąć na sprzęt? Nie zajeżdżała do nich ekipa „Voice of Poland”, nie zajeżdżali z nagrodami „Mam talent”. Nie stać ich było na kolejowy bilet. Tylko kamień zielony z przeboju Rodowicz się zgadzał. Porośnięty mchem od północy wielki otoczak, leżący na otwartym polu. To przy nim się spotykali i próbowali… tanie wina w szczególności. Dlaczego akurat tam? Bo żadnego hiper-marketu w okolicy nie wybudowano. Gdyby stanęli pod kościołem ze swoim repertuarem, beczką i piłą, wyszliby na głupków. Wszyscy znali ich tu od niemowlaka, i za taki występ na całe życie przylgnęłaby do nich łatka idiotów. W takich zamkniętych środowiskach zdanie sąsiadów wciąż jeszcze wiele znaczy. I ustawia człowieka w hierarchii.
I co pan nam poradzi, jak pan takiś mądra głowa? –zapytali mnie mailowo.
- Wstydzą się pokazać, ale muszą wyjść na scenę? - I wtedy przypomniał mi się zwycięzca Eurowizji „Lordi”. Gość kiepsko śpiewał i pewnie się tego wstydził, dlatego założył maskę. O dziwo ludzie przestali zwracać uwagę  na jego wokal, a zakochali się przebraniu które było bardzo fikuśne. Wpadłem szybko na pomysł, że najlepsza ku temu okazja na tradycyjnej wsi, to oczywiście kolędowanie. Przebrać się można nie do poznania. A im bardziej wymyślne postacie Turonia, Śmierci, Diabła czy Cygana tym ludzie mniej będą zwracać uwagę na to co śpiewacie.
Posłuchali mojej rady i niby wszystko się udało, bo ludzie otwierali im chętnie i każdy zachwycony był strojami. Repertuar zgrali cały i nikt nie protestował, a mimo to na instrumenty nie uzbierali. Nikt nie dawał im pieniędzy. Kobiety nagradzały ciastem, mężczyźni okowitą. Perkusista roztył się jak beka, wokalista przepalił gardło, a syn drwala tylko pili i pili i się zapili. I tak skończyła się ich kariera.
Tekst jednej z ich kolęd, którą ktoś ukrył w gwieździe betlejemskiej, która spadła mi wczoraj do ogródka dotyczy oczywiście odwiedzin.

Four give me*

1
Powrót czeka mnie
Oddech mam nieświeży
Ty nie przespałaś nocy
By się w drzwiach ze mną zmierzyć
Lepiej kładź się już spać
Lepiej mi nie dopieprzaj
Chyba nie mam ochoty
Sytuacji polepszać
ref
Musisz mi wybaczyć
Choć nie będę tłumaczył
Po raz czwarty to samo
Zaraz czwarta rano
2
Przecież wiem, że jest źle
Że zrypałem sprawę
Tu nie chodzi o kolegów
Czy o dobrą zabawę
To jest głębsza psychoza
Od czasów pradziada
Taka w głowie pętelka
Taka męska wada
ref
Musisz mi wybaczyć
Choć nie będę tłumaczył
Po raz czwarty to samo
Zaraz czwarta rano
3
Dziś nie będę się mądrzył
Odpuść sobie poradę
Z filozofią dam spokój
Mogę nasrać w szufladę
Śmierdzę bo mam takie prawo
I w ubraniu chcę leżeć
Nie wykopuj mnie z łóżka
Bo agresjamnie bierze
Mogę w mordę przywalić
Damski bokser być mogę
Ty mnie policją nie strasz
Ci przysięgam pod Bogiem
Nie doczekasz przyjazdu
Dom rozpieprzę kochana
Więc się lepiej uspokój
I wytrzymaj do rana
Czwarty raz w tym tygodniu.
ref
Musisz mi wybaczyć
Choć nie będę tłumaczył
Po raz czwarty to samo
Zaraz czwarta rano


* Tytuł po angielsku, nie dlatego, że chcieli robić karierę za granicą. Wszystko przez ich nieśmiałość. Nie potrafili tak prosto z mostu wypalić: Za występ cztery złote się należy gospodarzu. (tyle akurat, jak wyliczyli wystarczyłoby na instrumenty, oczywiście pod warunkiem, że każdy mieszkaniec wioski dałby im taką kwotę ). Dlatego swą prośbę o datek, tak jak twarze zakamuflowali. Jak wiemy nie wyszło im to na dobre.

wtorek, 12 kwietnia 2016

kołysanka

Kołysanka
Jedna tonacja, siedem dźwięków, plus pięć półtonów. 12 nutek maglowanych od wieków tam i z powrotem. Ile kombinacji da się z tego ułożyć? Nie jest to szachownica 64 polowa, za którą mędrzec Sessa chciał tylko jedno ziarenko na pierwszym polu, a na każdym kolejnym podwojoną ilość ziaren. I choć żądanie wygląda dość niepozornie, suma ziaren na końcu wynosi 18,5 tryliona. Z 12 nut nie da się wyciągnąć tylu kombinacji.
A oni ciągle próbują. Od setek lat próbują. Miliony grajków próbuje, setki tysięcy zespołów zachodzą w głowę jak z dwunastu nutek ułożyć coś nowego. Panowie zawoła ktoś rozsądny. To jest nie możliwe. Wszystko kombinacje już wykorzystaliście. Wszelkie kombinacje nutowe ktoś wymyślił już przed wami.
Przecież można grać w różnym tempie, stosować pauzy, zmieniać długość dźwięków zaperzy się jakiś młodociany kompozytor. 12 nut razy wszystkie możliwe tempa to wciąż kropla, w morzu dziesiątków milionów muzyków, co dzień poszukujących przeboju.
Ale w zespole gra kilku muzyków i każdy z nich może wykorzystać powyższe możliwości, a to już stwarza pięć, sześć razy więcej opcji. Do tego brzmień instrumentów jest zatrzęsienie, to stwarza jeszcze większy potencjał. Do tego rozmaite style jest metal, rap, discko, rock, jazz. I wszystko w wielu odmianach.
 Na pewno są jeszcze pokłady w muzyce. Jeszcze można być świeżym, niebanalnym? Jest ciężko. Ale da się. Najlepszym przykładem był ten chłopak z łagodnym głosem.
Choć był uzdolniony wokalnie, szybko zrezygnował z marzeń o zostaniu muzykiem. Wszystkie możliwe hity już ktoś przed nim zaśpiewał. Teraz nie trzeba umieć śpiewać, tylko mieć pomysł jak to sprzedać. Nie miał. Żona i dzieci, też się na tym nie znali. Tylko jeść, pić i o smartfony wołali. Żeby zapewnić im życie w dostatku, trzeba było oprócz głównego etatu, brać wszystkie możliwe nadgodziny, a w czasie wolnym wykonywać nadarzające się fuchy. Tak jak i wielu frankowiczom, praca wypełniła mu życie. Buntował się. Nie chciał pusty w środku obudzić się na emeryturze.   Łaknął  kultury, duchowej strawy, rozrywki, ale umęczony 80 godzinnym tygodniem pracy, nie miał siły wyjść w sobotę wieczorem by się bawić. Marzył tylko by położyć się i… sen mimo zmęczenia nie przychodził. Wciąż tłukły mu się po głowie myśli, że darowany mu cud życia, przepadnie, wrzucony w wir strumienia roboczo-godzin.  Jedynym sposobem aby zagłuszyć ten szmer, stał się dźwięk telewizora. Przy okazji też namiastka rozrywki i kultury, której pragnął. Był wściekły, kiedy żona, bez pytania próbowała mu go wyłączyć zanim zasnął. Jak mogła nie rozumieć, że tego właśnie pragną ludzie umęczeni jak on. Eureka!
 Wymyślił nowy styl. Bez instrumentów, bez wioseł. Żadnych hałasów, perkusji, żadnego biegania po scenie. Przyćmione światło, krzesło, gitara i ten jego łagodny głos. – To już było milion razy! – krzyczą znawcy. – Spokojnie! Nie skończyłem jeszcze. Zamiast miejsc siedzących, materac i łóżko w cenie. Przyjść trzeba tylko z poduszką. Bo każdy lubi swoją. I szereg kołysanek do snu cię na pewno ukoją. Wszyscy chętnie przyjdą, zapłacą by mieć poczucie, że biorą udział w wydarzeniu kulturalnym, by móc obcować z innymi,  a jednocześnie nie silić się na jakieś tańce, głupie rozmowy i bezsensowne upijanie. Krytykom opadły szczęki.
To był strzał w dziesiątkę, ludzie walili tłumnie. Ten koncert to najlepsza chwila ich dnia podniesiona do potęgi ich marzeń. Szybki rozgłos, setki chętnych. Coraz większe sale. Rzucił pracę, inwestował w materace. Repertuar nie miał dla nich znaczenia. Upojeni myślą o spełnionych marzeniach, zasypiali już po drugim numerze. Nie miało znaczenia, że wszystkie jego kompozycje były plagiatami. Wreszcie robił to co kochał i zarabiał na tym pieniądze. Szczęście się do niego uśmiechnęło.
Do czasu.
Był w trasie 3 miesiąc kiedy do prokuratury wpłynęło pierwsze oskarżenie o gwałt. Pewna 30latka twierdziła, że została zgwałcona podczas snu. zajście miało bez wątpienia podczas jego koncertu. Powódka snuła przypuszczenia, iż wokalista korzystając z tego, że wszyscy śpią, dopuścił się na niej czynu lubieżnego. Wkrótce po niej zgłosiły się jeszcze trzy poszkodowane. Nie wziął tego pod uwagę, że niektórzy po ciężkim tygodniu pracy, oprócz patrzenia w kolorowy ekranik, mają jeszcze ochotę sobie podymać.
Żona nie czekając na tłumaczenia, natychmiast podała go o rozwód i alimenty. Co prawda badania genetyczne wykluczyły możliwość ojcostwa, ale przylgnęła do niego łatka, że na jego koncertach gwałcą.
To wystarczyło by interes padł. Został bez pracy, bez rodziny. Otworzył stoisko, ale kto z was chciałby kupić używany materac?
Kiedy wczoraj wynosiłem śmieci, kosz zawalony był starymi prześcieradłami. Żaden archeolog nie przepuści takiej okazji. Na tym polega nasz fach. W jednej z powłoczek znalazłem zmiętoloną kartkę. Pierwszy Hit naszego bohatera:

Sen
1
To był taki piękny moment
Z radości klepałem w uda
Pomysł życia, albo lepiej
Uwierzyłem, że się uda
Nie wiem czy to przez upały
Ludzie padają jak muchy
Mój mózg nie jest jeszcze stary
Za to na me prośby głuchy
Nie przypomni sobie nic
snuje plany na dziś wieczór
jak mam z dziurą w głowie żyć
kiedy pusto na zapleczu
choć butelka na wymianę
byłaby tu jakiś tropem
wyczyszczone jak w portfelu
znów dostaję kopa w żopę.
Ref
Taki miałem piękny sen
Tylko mi pamięci brak
Zapomniałem wszystko w mig
Już nie wrzasnę i have dream

2
Tylko co to za cholera
Skądże dziwne to uczucie
Po co radość mi z pomysłu
Skoro kiwam palcem w bucie
Wciąż dziurawym, z słomy wkładką
W zacerowanej skarpecie
borykając się z zagadką
po co wiecie, że nie wiecie
mózg dotleniam na balkonie
lubię usiąść na poręczy
pocierając dłonią skronie
Po co organ mnie tak męczy
Skoro jest ułomny taki
Rozgrzanego użyć pręta
Mam ochotę na ciemieniu
Pamięta, że nie pamięta
Ref
Taki miałem piękny sen
Tylko mi pamięci brak
Zapomniałem wszystko w mig
Już nie wrzasnę i have dream

3
Kupię na allegro hełm
Za nim dzisiaj się położę
Żaden mózg elektronowy
Zwykłą z metalu obrożę
Może chodziłem bez czapki
Może w ścianę rąbłem głową
Szalikiem otulę uszy
Na to czapkę metalową
To zapewnić mi powinno
Uwięzienie myśli w głowie
Zatrzymuję co urodzę
Takie Alcatraz panowie
Może wreszcie mi się uda
Cudem jakimś, swędem psim
Wypowiedzieć święte słowa

I have a dream.

środa, 30 marca 2016

Piosenka na 40%

Tak idę po galerii handlowej i słyszę młodych chłopaków. Wiadomo pieprzą o nowych modelach telefonów, nowych modelach adidasów, nowych modelach cyców-silikonów. Nic co mogłoby zaciekawić faceta w moim wieku. I nagle jeden tekst mąci mój spokój. Jedno zdanie dociera głęboko. Chłopak od nowego modelu cycków mówi: – Ja tam mam zamiar żyć tak, aby nie dożyć czterdziestki. A jeśli nie daj Boże mi to będzie dane, to dzień przed urodzinami odbiorę sobie życie ze świadomością, że dany mi czas przeżyłem na pełnych obrotach, zbyt intensywnie by mieć powód aby żyć dalej.
W owej galerii, chodzę do spożywczego.  Realizuję w nim skrupulatnie listę zakupów, którą przygotowuje mi żona, po to bym nie nakupował bez sensu. Tym razem wyłamuję się ze schematu i nadprogramowo do koszyka wrzucam 0,7 czystej. Żona nie będzie zadowolona, ale tym razem postanawiam być egoistą, i to ja chcę być zadowolony.
Kieliszków do lustra wypiłem parę. W piwnicy trzymam piec i gitarę. W piwnicy, bo żona. Że miejsca instrument zajmuje za dużo, że dzieci małe zaraz pobudzę.  Ale tam w lustrze z każdą kolejką. Patrzę nie wierzę. Zmarszczki mi miękną. Czuję się młody, morale rosną. Duch we mnie taki jak z dwudziestą wiosną.  Zła żona krzywo spogląda z boku, lecz bez problemu mogę się odgryźć. Znów wyrastają mi zęby stałe. Lecz któryś tam kielich przegiął pałę.
Tak sobie myślę, że żona moja już nie ma figury jak gitara. I miejsca też zajmuje więcej, a dzieci już nie niemowlęce. I windą wtargałem sprzęt do pokoju. Wszystko podpiąłem do komputera. - Nagram hiciora jasna cholera. – jak „Rolling Stones’i” po sześćdziesiątce dają radę, to ja przy nich jestem jak młody Bóg. Zamiotę estradę. Laski będą za mną sikać. Kokaina i tani sikacz. Młode ciała splątane w transie.
Dla tej wizji numer gotowy miałem po kwadransie. I przyszłość artystyczna wreszcie zaświeciła jasnymi barwami. Przy ostatnim kielichu wiedziałem już, że życie zaczyna się po czterdziestce. Gówno wiedzą młodzi. Że trzeba dojrzeć, aby odkryć ukryte w sobie pokłady talentu. Delektowałem się tą chwilą. Tym momentem, w którym rodzi się coś wielkiego. Nie miałem wątpliwości, że stworzyłem arcydzieło. Przebój na lata. I wtedy do pokoju weszła żona Agata.
- A co ty do roboty nie wstajesz?
                Wstałem, poszedłem, wytrzeźwiałem. W robocie o planach zapomniałem. Potem szukałem w komputerze. Lecz chyba pijany będąc, miałem problemy z save’owaniem. Swojej twórczości nie zapisałem. Przepadła kariera chwili. Zwlokłem windą sprzęt do piwnicy.
Prawdę po latach poznałem, czytając pamiętnik żony, złośnicy. Tekst utworu za opłatą, wysłała artystycznej hienie, na adres internetowy: 101piosenek. Tylko tam można go dzisiaj znaleźć:
Po 40 %
Ojciec przed laty mówił chłopaku
Ty do trzydziestki z biznesem atakuj
Po trzydziestce żona i dzieci
Czas przez palce jak piasek przeleci
Zaraz życie całe przeleci
2
Nie słuchałem go kurna i właśnie
Jak czterdziestka mi nagle nie trzaśnie
A ja ciągle udaję żem młody
Że łysina dodaję urody
Zmarszczki mnie dodają urody
3
Jeszcze serce nie wysyła alertu
W pogo idę na każdym z  koncertów
Rekord biję na Ironmanie
A tu jesień kładzie się cieniem
Jesień życia kładzie się cieniem
4
Nie zrobiłem muzycznej kariery
Moje książki to tylko papiery
Na mieszkanie, żem też nie uzbierał
Nie mam nawet konta cholera
I na koncie coś koło zera!
5
Nie myślę jak większość młodzieży
Która sądzi, że im się należy
Miliony jak  ojciec przed laty.
W spadku otrzymał  od taty
Ja dostałem długi do spłaty

6
Nigdy też nie brałem kredytów
Dobre to dla niewolników
Uwiązanych jak konie chomątem
Temu mieszkam u kolegi kątem
Lecz co potem, co potem, co potem?
7
Jakie dalej snuć mi plany
Co obiecać ukochanej
Gdy leżycie w pół objęci
Ty przed snem bardzo się wiercisz
Bo nadchodzi myśli o śmierci
8
Więc wstajesz by zjeść coś może
Chińska zupa tu nie pomoże
Nie najesz się zupą Warhola
Łatwiej zasnąć po alkoholach
Czterdzieści procent etanola

czwartek, 17 marca 2016

Anglo-amerykański Punk

Anglo-amerykański Punk

Taki słowny pierdolnik amerykanie, a śpiewają po angielsku, prawie jak Polacy śpiewaliby po czesku, a nie daj Boże jeszcze po węgiersku. Ale pierdolnik nie z tego zrostu tylko z powodu  drugiego słowa Punk. Jak w Ameryce można nagrywać Punk. Wszak słowo to oznacza bunt, walkę z systemem, otaczającą nas rzeczywistością.
A przeciwko czemu mają buntować się amerykanie, wszak tam wszystko wolno. Wypowiadać swoje poglądy, nosić broń przy pasie, zmieniać płeć, wygląd, wyznanie, żreć i zarabiać do bólu, zabijać i dać się zabić. Hulaj dusza piekła nie ma. I nagle z tej nihilistycznej otchłani wyskakują zespoły punkowe. Green Day, Off Spring, Bloodhoundgang  taka przyjemna prawie dyskotekowa muzyczka, tam można wszystko nawet nazywać się „Dead Kennedys” zaraz po tragicznej śmierci ich prezydenta. U nas jak kapela nazwała się „Dzieci z beczek” to na drugi dzień ich publicznie zlinczowali i zmusili do zmiany nazwy pod groźbą kary finansowej.
W Ameryce wszystko wolno. Pytam więc przeciwko czemu te zespoły się tam buntują.  Przeciwko małej ilości frytek w McDonald’s, czy braku opisu kalorii na etykiecie Coca-Coli. Ich muzyka i przesłanie wypadają blado. Prawie jak POP. Porównać je do Dezertera, Siekiery czy TZ-Xenny to bluźnierstwo. Każdy tekst napisany przez naszych rodaków, był tylko po to, aby zwalczyć system. Obalić komunę. Wygonić ruska z kraju.
Zawsze bardzo zazdrościłem ojcu, że żył w tak burzliwych czasach, kiedy Polska odzyskiwała niepodległość. Byłem zawiedziony, kiedy dowiedziałem się, że jedyny wkład mojego ojca w obalanie komuny, to moment, kiedy z rozbitej wystawy państwowego zakładu odzieżowego Odra, ukradł leżące tam dżinsy.
Żałowałem, że nie walczył, że go nie złapali, nie torturowali. To ja powinienem przeżyć jego życie. Ja mam duszę wojownika, partyzanta, buntownika. Tylko w obecnych czasach przeciwko komu się buntować. Jesteśmy wolni. Prawie jak Ameryka.
W przeciwieństwie do mojego ojca, który śpiewał w kościelnym chórze, a potem przy goleniu, mnie Bozia głosem nie obdarzyła. Ale krzyczeć potrafiłem. Żyłem w wolnej Polsce, żadnych najeźdźców, żadnego bata nad głową, dlatego skazany byłem na ten Anglo-amerykański Punk. Nie miałem się przeciwko czemu buntować, ale postanowiłem, że coś znajdę i nie będzie to tak banalne, jak dzika impreza z Mery na studniówce, nowy tatuaż, czy kupowanie w lumpeksie na przekór   koncernom odzieżowym.
Ja postanowiłem wykpić cały system. Kiedy chcieli dać nam pożyczkę, na zakup instrumentów, pojechałem po bankach. Kiedy chciał nami zająć się menager, ośpiewałem go od złodziei. Mieliśmy wejść do studia, krzyczałem tylko Kurwa, kurwa! Chcieli załatwić nam koncert, śpiewałem, że sram na publiczność. Prosili na wywiad do radia, mikrofon zamiast do gardła, włożyłem sobie do dupy. Punkowy miałem tupet. Cieszyło mnie to bardzo. I czułem, że spełniam się w roli. Że o to chodzi w Punku. O jakież przyszło zdziwienie, kiedy reszta kapeli wyznała, że maja mnie dosyć. Chcą grać, śpiewać, a nie o każdą pierdółki walczyć, i tracić dane im okazję.
Punkowy zespół bez buntu, łapiący komercyjną okazję. A wypierdalać im wszystkim rzekłem i zrezygnowałem z muzyki. Zrozumiałem, że obecnie siedzą w nim same cioty, Gendery i inne jeszcze zboczeństwo. To nie dla mnie. Obcinam irokeza, odpuszczam farbowanie i zakładam konto depozytowe. Umieszczę w nim teksty, które może za jakiś czas zaprocentują. Oto mój jedyny majątek.
W ramach procentów od lokaty (wino postawiłem temu wyłysiałemu obszczymurowi) udało mi się posiąść jeden tekst:


Lubię to!
O potęgo kciuka w górze
Wszystko wywołuje burze
Biegasz, śpiewasz, Dance na rurze
Wyhodujesz czarną różę
Poślizgnij na chińskim murze
Pokaż cycki w garniturze
Wielką przyszłość tobie wróżę
Bo talentów jestem stróżem
ref
Wiem, jak poparcia pragniesz
Wiem, że cię nie docenią
Wiem, jesteś doskonały
Dla mnie
jedna czwarta twojej chwały
2
Nad kolegą  czarne chmury
z partyjnej nomenklatury
Nic się nie bój, oczy mrużę
W polityce cię zanurzę
Cóż, że żonę zaniedbujesz?
Na poparcie zasługujesz
Chmurą cię uderzą lajki
Tak jak w płuca „Lucky Strike”
ref
Wiem, jak poparcia pragniesz
Wiem, że cię nie docenią
Wiem, jesteś doskonały
Dla mnie
jedna czwarta twojej chwały
3
Oto Huxleya świat wspaniały
Te wszystkie ludzie powariowały.
Dwukropek, nawias na klawiaturze.
Bardzo pomocne są w tresurze
Oto wspaniały nowy świat
Klikaj, komentuj, mimo ich wad
Te ich rekordy, marnym są kurzem
Całość powiesić na krótkim sznurze
Ref
Ale.
Wiem, jak poparcia pragną
Wiem, że ich nie docenią
Wiem, są doskonali
Dla mnie
jedna czwarta ich chwały
4
Otrzeźwiałem patrząc z boku
Nie dać wciągnąć się w ten pochód
Ludzkość w karykaturze
Chłopy na manikiurze
Baby uśmiechy szczurze
Broń otwiera się w kaburze
Gdyż najgłupszy spray na murze
Spisać chcą w literaturze
ref
Wiem, jak poparcia pragną
Wiem, że ich nie docenią
Wiem, że powstali z prochu
Dla mnie
Ich cały dochód
5

Inteligentów teraz wkurzę
Pierwsze, było jajo kurze
Racjonalnym jestem stróżem
Temu wasze prawdy zburzę
Wszyscy możecie być zgodni
Wasze osiągi o dupę rozbić
Te rekordy o kant chuja
Te wyczyny nie smakuja
ref
w dupie, zarobek, poparcie
w dupie, ocena wasza
Wiem, spalonym na starcie
To mnie

Na fejsie będą wygaszać

czwartek, 10 marca 2016

pijackie szanty

Tą historię poznałem znajdując dryfującą butelkę na kanale . Zakorkowana plastikowym korkiem od taniego wina, nie utonęła. Wewnątrz była kartka. Sucha. Plastikowe korki mają taką przewagę nad drewnianymi, że nigdy nie przemakają, są całkowicie odporne na wilgoć.
Ale nie o zaletach prefabrykatów miałem tu pisać, ale o artystach. Autor informacji, młody chłopak od dziecka miał talent muzyczny, a że mieszkał w mieście stoczniowym kochał morskie klimaty.
Coroczne spotkania podróżników i towarzyszące im koncerty szanty, które odbywały się w osiedlowym klubie, wywarły na niiego decydujący wpływ. Pewnie gdyby urodził się na wsi i pasł krowy, został by gwiazdą country. Ale on mieszkał w pobliżu huty, jego ojciec był wytapiaczem stali. Pewnie stwierdzicie, że z racji pochodzenia powinien zostać metalem.  Nic z tego. Jego dusza pragnęła morskich przygód, o których słyszał w domu kultury. Te magiczne chwile,  kiedy słuchał morskich opowieści, zdecydowały o jego dalszych losach.
Po podstawówce wybrał profil morski. TBO* Co dzień po szkole, biegł do baru blisko stoczni. - Dom kultury, a wraz z nim i festiwal podróżników, w czasach reformacji został zlikwidowany. - W barze spotykali się stoczniowcy po pracy. Wielu z nich było kiedyś marynarzami. Znali lepsze historie niż Melville i Verne razem wzięci. On aby mieć prawo przebywać wśród dorosłych, musiał zabawiać gości. A że głos miał dobry, umilał im czas śpiewając zasłyszane w dzieciństwie szanty.
Lubili go wszyscy, dlatego nikt nie żałował mu kolejki w zamian za wesołą piosenkę. Coraz częściej miał problemy z trafieniem do domu, tak był napruty. Jego młody, dojrzewający organizm, mordowany codziennie alkoholem zaczął odmawiać posłuszeństwa. Najpierw tak jak wszystkim bywalcom baru padło mu na wzrok. Spawacze sądzili, że to efekt patrzenia w żarzącą elektrodę. Malarze, że to wpływ trujących oparów. Nikt nie podejrzewał właściciela baru, który aby lepiej zarobić, chrzcił alkohol . Po pięciu latach technikum był ślepy jak kret. Z tego powodu odrzucono jego podanie do WSM**.
Marzenia o byciu Kapitanem prysły. Po TBO przyjmowali jedynie na pracownika w stoczni. Dobre i to. Blisko statków, blisko ludzi morza, blisko baru. Co prawda nie walczysz ze sztormem ani białym wielorybem, ale zawsze to jakaś namiastka.
Niestety po dwóch latach stocznia podobnie jak i jego wątroba padła. Dostał wysoką odprawę i skierowanie do sanatorium. Ale w szpitalnych murach się męczył, potem w domu umierał, duch przygody wyciągał go z łóżka.  Ciągnęło do kolegów. Do morskiej braci.
Część z nich korzystając z otrzymanych pieniędzy, wciąż spotykała się w okolicach głównej bramy. Przy butelce obmyślali plany na przyszłość. Pieniądze z odpraw się kończyły, trunki były coraz gorszego gatunku. Kiedy wydobrzał na tyle aby dotrzeć do bramy o własnych siłach pili już najgorsze ścierwo.
Nikt z nich nie miał jakiś konkretnych planów, ale co do jego przyszłości, wszyscy byli zgodni: Powinien śpiewać. Spróbować sił na jakimś festiwalu. Tym bardziej, że artyści powracali do łask.
Słysząc o jego problemach zdrowotnych, szybko wymyślili  sposób na dokuczające mu dolegliwości. - Pij to olej z wątroby rekina. W kilka dni cię zregeneruje.  – mówili, podając butelkę gęstego, żółtawego płynu . Lecz zamiast podziałać na wątrobę, wypaliło mu gardło
Jeden stwierdził, że ma zdolności menadżerskie i poprowadzi mu karierę. Drugi zakładał już wytwórnię płytową, która wytłoczy jego płyty. Największy z nich zaoferował się jako ochroniarz.  Ale co z gardłem? I na to znalazł się sposób.
- Napar z pałki wodnej. – Przełyk po nim twardnieje niczym jej łodyga, powstaje solidna rura przez którą można oddychać nurkując. Będziesz miał krtań jak dzwon Car-kołokoł. Najmocniejszy na świecie.
Trudno nie przyznać im racji. Cała szyja spuchła do niewiarygodnej wielkości, ale żadnego dźwięku z siebie już nie wydobył. Napar wypalił struny głosowe i pojawiły się problemy z oddychaniem.
Dopiero później wyczytał, że dzwon  Car-kołokoł choć największy, pękł przed wyciągnięciem go z dołu odlewniczego.
Nie dość, że przepadła kariera, to zaprzepaścił marzenia przyjaciół. Ciężko było żyć z takim brzemieniem.
Całe życie wiązał z wodą, dlatego śmierć również powinna być z nią związana. Postanowił się utopić skacząc z nieczynnej pochylni. Przyszło mu to z łatwością, gdyż nigdy nie nauczył się pływać. Wcześniej wrzucił w zatkanej butelce swoją historię i własny tekst piosenki, która miała rozpocząć jego karierę.
*TBO –Technikum Budowy Okrętów, szkoła sąsiadująca ze Stocznią Szczecińską.
**WSM – Wyższa Szkoła Morska
          Dzwon Car-kołokoł


Pijackie szanty
1
Czego się bracie napijesz
Jest rum, szkocka i brandy
Przestań babskie hasła nawijać
że trzeźwym być jest trendy
Lepiej postaw kolejkę załodze
która do picia się rwie
kamraci w biedzie i w trwodze
To pijesz kurwa czy nie
2
To nasz atrakcyjny bulwar
I blask Latarni morskiej
Stoi pod nią Mary Kurwa
Wydoi cię nim zdejmiesz spodnie
Lepiej postaw chłopcom z pokładu
Którzy do picia się rwą
Nadstawią za ciebie zadu
To pijesz kurwa czy No!
3
Marynarz wie o tęsknocie
I myśl o żonie go trapi
Ty załatw te sprawy  w kącie
Nie prowadź niewiasty po trapie
Lepiej postaw dziś bosmanowi
Od tego nie zachorujesz
Widzisz, że chłopaki są zdrowi
To pijesz kurwa czy trujesz?
4
Wiedz, że na statku pani
To pech, nieszczęście i zdrada
Biblijny Jonasz w otchłani
Czy Moby Dick dla Ahaba
Dlatego trzymaj z tym chórem
Trza ich napoić jak gości
Staną za tobą murem
To pijesz kurwa Czy pościsz?

5
Oto pijackie szanty
Jedynie mężczyzna na start
Kolumb, Vasco, Magellan
Żadna Amelia Earhart
Dlatego  z ekipą trzymaj
kolejną kolejkę postaw
Zrobią za ciebie syna

Ty nie pij już, lepiej odstaw.

poniedziałek, 29 lutego 2016

Smutek a’la Zaucha

Smutek a’la Zaucha*
Z dedykacją dla wAS.
              
              Atakują nas codziennie wizją muzułmańskich uciekinierów. Setki, tysiące miliony. Płyną tratwami przez morze. Zawsze „Życie pi” (ta książka, czy też dla analfabetów film), mi w tym momencie, na myśl przychodzi. Dramatyczne doniesienia, gdy taka łódź zatonie. 90 % ofiar to dzieci i kobiety. I pytam się w tym momencie kogo to dziwi, skoro każdy porządny muzułmanin ma przynajmniej trzy żony i ośmioro potomstwa.
                Gdyby w tym roku musieli uciekać Polacy, statystyka rozkładała by się po równo: tyle samo utopionych kobiet, co facetów i dzieci. Idealnie jeden do jednego, nie licząc emerytów. Emeryci, najwięksi patrioci, nie uciekną z kraju licząc, że za miesiąc znów przyjdzie emerytura.
                Ale kasy dla emerytów już nie będzie, za to proszą, aby wpłacać na biedne dzieci z Syrii gdzie ropa sika co drugiemu na podwórku, a w ciągu roku są trzy sezony wegetatywne i warzywa rodzą co 4 miesiące. Taka ich oto demagogia.
                Zawsze byli biedni, ale mają dosyć. Atakują pięścią Allacha w dobrobyt, czyli w nas. Nie mają technologii, nie mają zbrojnych wynalazków, ale robią sobie przewagę liczebną. Dziesięciu biednych, głodnych, wściekłych arabów, na moją jedną, mądrą, wysportowaną córkę.
                Idę i tłumaczę to mojej żonie, że natychmiast potrzebujemy jeszcze przynajmniej trzech synów, aby przeżyć w najbliższej przyszłości. Ale ona ze śmiechem na ustach każe mi wytrzeźwieć.
                Nie mam zamiaru. Daje jej ostatnią szansę. Przy akompaniamencie gitary nagrywam piosenkę, dzięki której zrozumie co ważne jest w życiu. Płytę z zapisem wkładam jej pod poduszkę kiedy jeszcze śpi.  I odchodzę na zawsze. Mam nadzieję, że nie. Ma mój numer telefonu i adres e-mail. Jestem otwarty na wszelkie propozycje, wystarczy że przyzna mi rację.
Głodne dziecko.
Też byłem dzieckiem miałem, dziesięć lat
Wyobraźnię rozbuchaną, aby zdobyć świat
Ale kiedy ojciec, wracał bez wypłaty
Głodny, zły, ubogi, wieszałem na nim szmaty.

Zupa z pokrzyw, nigdy więcej
Chleb z musztardą, dałem słowem
Moim dzieciom mam zapewnić
Pożywienie wyjątkowe
Ref
Jestem tym zmęczony, tak bardzo zmęczony
Kiedy, jak co rano idę do roboty
Marzenia o sobie, kotłują się w głowie.
Pamiętaj coś obiecał, podejmij swą kaźń
2
Dałem słowo, jam mu wierny
Dziecku daję, z głodem precz
Niech przez okno nie wykrzyczy
Że jest głodne , jak ja wstecz.

Niech nie myśli o rodzeństwie
Co te brzdące mają zjeść
By ten problem ją ominął
Nie robiłem więcej dzieć
Ref
Przez to
Jestem zmęczony, tak bardzo zmęczony
Kiedy, jak co rano idę do roboty
Marzenia o sobie, kotłują się w głowie.
Pamiętaj coś obiecał, podejmij swą kaźń
3
Słowo spełnione, cudowne dzieciństwo
Jedenaście lat, i niczego nie brak
Jestem taki dumny, pomnik sobie stawiam
Wtedy ona kamień, spuszcza mi na kark

Kiedy przy obiedzie, córka ma kochana
Stwierdza, że jej dusza jest wegetariana
Mówię, że zabraniać tego nie zamierzam
Ale kotlet schabowy zniknąć ma z talerza.

Ref
Jestem zmęczony, tak bardzo zmęczony
Kiedy, jak co rano idę do roboty
Marzenia o sobie, kotłują się w głowie.
Pamiętaj coś obiecał, podejmij swą kaźń

4
 Teraz wiem już co jest ważne
przyznać muszę z wielkim bólem
zamiast zapewniać jej jakość
trzeba było zwiększyć pulę

 kilku synków, parę córek
i bez wychowania bystrych
tylko jeden geniusz wyrósł
pod moim nazwiskiem dystrykt

Ref
Ale byłem zmęczony, tak bardzo zmęczony
Kiedy, jak co rano szedłem do roboty
Marzenia o dzieciach, kotłują się w głowie.

Zapomnij coś obiecał, podejmij swą kaźń

----------------------------------------------------------------------------------------
*Zaucha miał tylko jedną córkę. Wolny czas umilał sobie z otwartą kobietą.  Zginął wraz z nią, z ręki jej zazdrosnego męża. 

wtorek, 23 lutego 2016

Hymn pustelnika

Hymn pustelnika
Wielki brat opętał nasze umysły. Udostępnił nam rozrywki, nowoczesne gadżety, mnóstwo elektronicznego badziewia. Wszystkie te przedmioty, połączone w wielkie sieci, wytwarzają ogromne pole elektromagnetyczne, które zaburza działanie jedynego naturalnego, głównego procesora. Mózgu!
Synapsy wariują, płaty czołowe non stop przegrzane, obie półkule iskrzą w zwarciu. W dawnych czasach,  tylko bliskie spotkanie z Bogiem wywoływało takie symptomy. Ta Boska moc jaka płynęła z Jego postaci powodowała lasowanie się mózgu u człowieka, któremu dane było z nim obcować. Iskrzenie wywołane zwarciem w głowie, powodowało pojawienie się aureoli wokół niej.  Ludzie ci nie wiedzieli co się z nimi dzieje, nagle potrafili czynić cuda, ale w normalnym życiu często zachowywali irracjonalnie. Na długie godziny, czasami dni wyłączali się z otoczenia, nie odczuwali bólu, potrafili i czterdzieści dni wytrzymać bez picia i jedzenia. Wiedzieli, że są nawiedzeni, ale dopóki inni nazywali ich świętymi, nie mieli nic przeciwko temu.
Dzisiaj wystarczy odebrać telefon, włączyć tablet, albo odpalić laptopa połączonego w przestrzeni w jedną wielką chmurę. Efekty są podobne. Nagle stajemy się nawiedzeni. Zapominamy o otaczającej nas rzeczywistości. I tylko kontakt z chmurą ma znaczenie.
Kiedyś tylko wybrańcy mieli szansę połączyć się myślami z wszechmogącym. Dzisiaj każdy kto ma złotówkę i na abonament. Ślepią godzinami w ekraniki, aby przejrzeć całą wiedzę wszechświata. Odizolowani w społeczeństwie, wyalienowani w rodzinie, obcy wśród swoich, w chmurze szukają znajomych, którzy pomogą im znaleźć te najważniejsze prawdy. O głupcy, posiadający całą mądrość. O samotni, posiadający tysiące znajomych. O wolni, tkwiący w sieci Wielkiego Brata.
Nie chciał być taki jak wszyscy. Męczyła go wizja współczesnego społeczeństwa. Chciał nawiedzenia, ale nie za złotówkę, tylko prawdziwego. Dlatego postanowił odseparować się od odseparowanej cywilizacji. Zostać separatystą separatystów. Wyniósł się do lasu.
Nad potokiem z kilku ściętych brzóz wybudował wymarzoną samotnię. Nikt go tu nie miał prawa znaleźć. Wszyscy sprawdzali e-maile i wiadomości. Wodę bieżącą miał, grzyby, jagody, korzonki, orzechy. Medytował. Dzień, tydzień, miesiące. I nic. W głowie roiły mu się jakieś myśli i wspomnienia, które pozyskał w poprzednim życiu. Jakież przebłyski z chmury, jakieś dziecięce marzenia.
Już w przedszkolu mówili mu, że ma talent muzyczny. W podstawówce nauczyciel namawiał go do chóru. Ale nie chciał, wzbraniał się. Myśl o obcowaniu z publicznością przerażała go, choć w głębi duszy marzył, że  może kiedyś zostanie wielką gwiazdą zapełniającą stadiony. Te zapomniane  wizje teraz natarczywie powracały. Teraz jest o wiele łatwiej. Nie trzeba występować przed publicznością. Wystarczy wrzucić swoją twórczość na Youtuba, Facebooka czy innego Istagrama i już się jest gwiazdą. Wszyscy cię wielbią. Dlatego zaczął pisać teksty swoich przebojów. I już był bliski realizacji swojego marzenia, kiedy zrozumiał. To Szatan go kusił, aby zszedł ze swej drogi i przyłączył się do reszty zaślepionych.
To doświadczenie umocniło go w wierze, iż ścieżka do Boga, którą wybrał jest słuszna. Postanowił pójść za chlubnym przykładem i przez 40 dni żyć na ścisłym poście.
Nie przeszedł tej próby. Znaleźli go okoliczni mieszkańcy.
To oni opowiedzieli mi  jego historię i pokazali ową samotnię, w której żył i umarł. Pod pieńkiem, który zapewne służył mu za stół, znalazłem osobiste zapiski oraz tekst piosenki napisanej w chwili zwątpienia. Oto ona:

Samotność.
Już mieszkanie było zalane
I szyby w szafach porozbijane
Kumple sąsiadów pozaczepiali
Klatkę obszczali i zasrali

Więc, czemu tu siedzisz
I nie wyjedziesz
Wciąż siedzisz i bredzisz
I nie wyjedziesz
Do matki choćby, na cztery dni
Z tej klatki skobel, wyciągnij mi

To nie ty! Nie ty! Nie ty!

1
Jak mogłabyś mnie zostawić ?
Przepiję wypłatę, lub coś zastawię
Jeszczem się gotów rzygami zadławić
Lepiej pilnować i po sprawie
Bo
poznam jakąś w czerwonych butach
I sprofanuję nasze łoże.
Za karę Bóg obetnie mi fiuta
Lecz ty nie wierzysz w kary Boże!
ref
Już mieszkanie było zalane
I szyby w szafach porozbijane
Kumple sąsiadów pozaczepiali
Klatkę obszczali i zasrali

Więc, czemu tu siedzisz
I nie wyjedziesz
Wciąż siedzisz i bredzisz
I nie wyjedziesz
Do matki choćby, na cztery dni
Z tej klatki skobel, wyciągnij mi

To nie ty! Nie ty! Nie ty!

2
Lepiej tu będę, choć jest źle
Czasem się spijesz, wkurwiasz mnie
Ja ci tłumaczę, pojedź do mamy
Wrócisz stęskniona, się pokochamy.

Lecz potęga, ognisko twej mocy
Złej czy dobrej, tkwi w mej otchłani
Psychiczny wampir każdej nocy
Wysysa ze mnie, opanowanie
Ref
ref
Już mieszkanie było zalane
I szyby w szafach porozbijane
Kumple sąsiadów pozaczepiali
Klatkę obszczali i zasrali

Więc, czemu tu siedzisz
I nie wyjedziesz
Wciąż siedzisz i bredzisz
I nie wyjedziesz
Do matki choćby, na cztery dni
Z tej klatki skobel, wyciągnij mi

To nie ty! Nie ty! Nie ty!

3
Wracam z roboty, patrzysz ukosem
Gdzie swoje rzeczy spocone rzucę
Jeszcze marudzisz coś tam pod nosem
Przez to się wkurwiam, przez to się kłócę

Więc nie dziw się, nie dziw kochana
Że krzykiem powalam, na kolana
A wystarczyło, pojechać do mamy
Nie pytaj czy się jeszcze kochamy.
Ref
Więc, czemu tu siedzisz
I nie wyjedziesz
Wciąż siedzisz i bredzisz
I nie wyjedziesz
Do matki choćby, na cztery dni
Z tej klatki skobel, wyciągnij mi


To nie ty! Nie ty! Nie ty!

wtorek, 16 lutego 2016

spot reklamowy

Spot reklamowy
Świat reklamy to jest całkiem inna bajka. Nie ma tam dobrych charakterów a’la Jaś, Małgosia, Kopciuszek czy Czerwony Kapturek. Wszyscy są źli do szpiku kości. Małgosie w nadziei na dodatkową porcję okruszków suchego chleba, rzucają się na Jasiów, którzy dawno już całe zapasy tego drogocennego kruszcu zostawili za sobą. Żaden się jednak z tym nie zdradzi i chętnie przystępuje do zapasów. Szarpią się, duszą, gniotą jeden drugiego.  A jedyny zagubiony Pantofelek w tej całej historii, to jednokomórkowa bakteria, przeniesiona w głąb niej, za pomocą jego czerwonego kaptura.
Nasz bohater nie miał pojęcia o ciemnych stronach tego biznesu. Pochodził z dobrej rodziny filharmoników. Po rodzicach odziedziczył talent, ale również maniery. Nie dmuchać bez sensu, nie walić bez umiaru, nie rżnąć smyczkiem jak maniak. Nie bawić się instrumentem, tylko używać go rozsądnie. Nigdy nie spuszczać z batuty dyrygenta, znaczy oczu nie spuszczać z batuty i zawsze, ale to zawsze zachowywać Bon Ton, tak, aby nie przynieść wstydu smokingowi obowiązującemu w orkiestrze. Z tak czystą duszą, z takimi poglądami na życie, chłopak ów trafił do ekipy z reklamy.
Mimo młodego wieku miał już kilka sukcesów na koncie. Skomponował piosenkę do popularnej miłosnej telenoweli, którą puszczano na końcowych napisach, oraz muzyczny temat słyszany podczas otwierania aplikacji pogodowej na smartfonie. Teraz po raz kolejny słońce dla niego zaświeciło, dostał prawdziwą szansę rozwoju. Miał napisać motyw przewodni do reklamy oleju słonecznikowego.
Zaprosili go na plan, aby poczuł w jakim klimacie ma być utwór, który stworzy.
Po miesiącach prób w filharmonii, po tym czarno białym filmie o pingwinach z Arktyki, po kołnierzykach zapiętych pod samą brodę, po fryzurach spiętych setkami wsuwek, po bladych, zmęczonych wielogodzinnym treningiem cerach dziewcząt, nagle znalazł się na Ibizie. Gorące reflektory, rażące światło, opalone roznegliżowane dziewczęta, zapach ich perfum, zapach ich potu.
Wiecie jak wyglądają nowoczesne reklamy artykułów spożywczych, istne szaleństwo. Kobiety z jędrnymi ustami zawsze upaprzą się jogurtem, te z jędrnym piersiami niechcący oblewają się po nich colą, a laski z jędrnymi pośladkami rozgniatają nimi orzechy lądujące w czekoladzie. „Z kakao, w kakao.” - pomyślał i zwariował.
Reklama oleju nie różniła się od innych. Konkretne kobietki. Nie muszę nikomu tłumaczyć jak takie wyglądają. Słowiańska uroda, duże, wierne oczy, zbyt mały stanik, a raczej zbyt solidne piersi, grube warkocze, na nich wianek, ze słoneczników oczywiście. Błyszcząca się, biała skóra, naoliwiona reklamowanym towarem. Krajobraz. Pole słoneczników. Idą dziewczęta i rwą rytmicznie. A ta pierwsza najhojniej obdarzona. Najpiękniej światło odbija, jej naoliwiona skóra. I uśmiech w tym świetle błyszczy. Do niego się tak uśmiecha. I chłopak czuje jak dotyk muzy, spływa na jego ramię. Już wie dla kogo ma pisać. Jest pewny, że hit powstanie.
Na drugi dzień, wszystko gotowe. Uwertura wspaniała, tekst do zakochania. Wcześnie rano przybył na plan, aby jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć, dziewczyna dla której to napisał, mogła się z nim zapoznać. Może doceni jego talent. Może zachwycona, będzie się chciała z nim umówić. Nie mógł jej znaleźć. Statyści powiedzieli, że chyba jest u masażysty na smarowaniu olejem. Bez pukania, wbiegł podniecony do gabinetu. Widok zmroził go. Patrzył jak zahipnotyzowany. Nie  mógł spuścić wzroku z batuty masażysty. Aż do momentu kiedy ten się spuścił. Na koniec ta dziewucha, jakby nigdy nic, jeszcze zaczęła bez sensu dmuchać mu we flet. Tego było za wiele. Wybiegł jak opętany. Zniszczył miłosny tekst, ale muzyki wyrzucić z głowy nie potrafił.
Kiedy przez następne dni nie pojawiał się na planie, zniecierpliwiony producent wysłał mu kilka ponaglających sms’ów. Z reguły były to groźby, w jaki sposób zakończy jego muzyczną karierę, jeśli nie zrealizuje zamówienia.
Chłopak ochłonął trochę z tej miłosnej traumy, i nie chciał dla niej rezygnować z kariery. Muzykę pozostawił oryginalną, ale tekst postanowił napisać od nowa.
Po tym co usłyszeli, producenci zrezygnowali ze współpracy. Muzyka, a i owszem, pasowałaby do teledysku, ale tekst to pierwszoklasista napisze lepszy.
Od tamtej pory jako pisarz był skończony, ale wciąż ceniony jako muzyk. Warto jednak wyzbyć się formy i zapoznać z tekstem kochającego, naiwnego, dobrze wychowanego chłopaka:

OLEJ

Gdy głodny z roboty wracasz
Myślisz: zjesz, wypijesz, relaks
A jej nie ma, też pracuje
To cię wnet kurwica strzela
Bo wydawać, na nic nie chce
Ty czynsz płacisz i zakupy
Na co komu ta jej praca
Lepszy byłby garnek zupy

Weź to olej

Rzepakowy
Tam cebule masz i boczek
Nie czekaj, aż ci usmaży
Talent kulinarny doceń
Jaki drzemie w twoim ciele
Cztery jaja i szczypioru
Jeśli omlet mleka dodaj
Żółty ser doda koloru
I smaż długo, albo krótko
Jaką konsystencję wolisz
Tylko proszę, nie bądź babą
Że od tego cię brzuch boli


Weź to olej

Rycynowy
Co jelito ci podepta
Się wypróżnisz z całej żółci
Chociaż rozum przy tym szepta
Sprawa nie jest załatwiona
To nie żarcie, tylko nerwy,
Fakt, że gówno pływa w kiblu
Nie oznacza, żeś już pełny
Pustka w tobie, głód kobiety
W dziejach inną miały rolę
Odkąd założyły spodnie
Każdą jedną ja  pierdolę
Jedna rada na ten stan
Abyś jej powiedział tak:

Weź to olej

Silnikowy
Zalej motor, zmniejsz obroty?
Nie wiesz jak, to zatrzesz silnik
Pójdziesz pieszo do roboty.
A to wstyd!



Weź to olej

Extra Vergine
Cały z pierwszego tłoczenia
Gdy kobieta jest dziewicą
Extra wiążą was marzenia
Lecz gdy tłoczysz drugi, trzeci
To już coraz gorsza lura
I wyrasta biznes-cudak
A marzy domowa kura
Taki system teraz mamy
Obiad chciałbyś zjeść przy stole
Ona lunch je z kimś z reklamy
Więc po prostu weź to olej
Jedna rada na ten stan
Abyś jej powiedział tak:

Weź to olej

Napędowy
Co napędza porost włosa
Dobrze wetrzyj go do głowy
Potem zapal papierosa
Taki reklamowy chwyt.
Poczuj jak cię spali wstyd.




poniedziałek, 15 lutego 2016

KONKURS!


            Film zachęcający tych mniej utalentowanych do wzięcia udziału w konkursie na nagranie własnej wersji piosenki z jednym z tekstów z bloga 101piosenek i opublikowaniu go na Youtube. jak słychać w poniższym wykonaniu profesjonalizm i talent nie jest wymagany. dla odważnych, którzy podeślą link z ich interpretacją jednego z tekstów, do wygrania koszulki z oryginalnym logo zespołu Odbyt. (jego wygląd można zobaczyć  w poniższym nagraniu :)

piątek, 12 lutego 2016

Numer kabaretowy


Śmiech to zdrowie. Mówicie. To poznajcie śmiech wprowadzający w chorobę.
Jako dziecko w starym kinie obejrzałem film, gdzie gościa tak rozśmieszyli, że umarł ze śmiechu. Pamiętam tą scenę dokładnie, jakbym oglądał ją przed chwilą. Od tamtej pory śmiertelnie bałem się gwałtownego śmiechu. A od ludzi ze śmiechawką trzymałem się jak najdalej. Nigdy też nie paliłem trawki, bo wiem, że jak by  mnie wzięło, to żywy bym z tego nie wyszedł.
Na studia trafiłem do Zielonej Góry, a tam niestety każdy jeden chciał zostać kabareciarzem. Aby nie wyjść na dziwaka, musiałem krakać jak i oni.
Tylko zaistniał problem.  Jak rozbawić wszystkich dookoła, żeby samemu przy tym nie zdechnąć ze śmiechu?
Nie na darmo dostałem się na studia. Byłem inteligentną bestią. Szybko znalazłem sposób. Wszyscy drwili z obecnej władzy, warunków w jakich żyjemy, demagogii  jaką wpajają nam środki masowego przekazu, było śmiesznie, a i owszem. Czasami nawet za bardzo, tak bardzo, że sami wykonawcy skeczy nie mogli do końca scenki zachować powagi.
To nie dla mnie. Groziło zejściem na scenie. Nie zejściem ze sceny, ale na.  Dosłownie śmiercią na scenie, niczym Moliere ten największy komediant wszech-czasów.
Zauważyłem natomiast (w końcu nie bez powodu dostałem się na studia), że prawie nikt nie potrafi śmiać się z siebie. Ze swoich wad, niedociągnięć umysłowych, niedoróbek fizycznych, swego niechlujstwa, nieróbstwa, pijaństwa. STOP! Z własnego pijaństwa potrafią się śmiać, znaczy to nie wstydliwa wada. Znalazłem dobry temat. Temat, który śmieszył wszystkich,tylko nie jego twórcę. bo jak tu się śmiać z tego, że jest się brudasem, chamem czy seksualnym dewiantem?
I oto odnalazłem swoją drogę. będę rozśmieszał innych, tylko nie siebie.
Zacząłem piłować  dowcipy o tym, że śmierdzi mi z buzi, że pocę się w kościele, że pierdzę przy pięknej kobiecie, że mi  Internet nie działa, że w gówno wdepnąłem wchodząc na posadzkę, i okazało się, że z kozą mam schadzkę.
Z początku odnosiłem sukcesy, ale szybko znudziło to ludzi. Przestał ich śmieszy gość, który dobrze wiedział o swoich ułomnościach i chętnie się nimi ze wszystkimi dzielił.
Bawi ich tylko niezdara, którą można  zaatakować z zaskoczenia, ściągnąć mu majty i widząc strach w jego oczach, wytykać go palcami.
Nie byłem ofiarą. Nie byłem agresorem. Byłem pośrodku. Czyli taki nijaki. Nuda! Przy okazji obrzydziłem do siebie płeć przeciwną. Jaka zechce spotkać się z gościem, który przed każdą randką trzepie kapucyna, po to by wykazać się kondycją, jeśli schadzka miałaby zakończyć się pomyślnie. - jeden z moich pierwszych skeczy, wzorowany zresztą na filmie "Sposób na blondynkę".
Albo, która poda ci rękę, wiedząc, że dłubiąc w nosie dorobiłeś się  kolekcji głów z wysp wielkanocnych. nigdy nie wiedziałeś gdzie ten wykopany urobek wyrzucać. obrzydlistwo. - Ten numer nie wywoływał już takiego entuzjazmu. A myślałem że ich to weźmie.
Mimo to wolałem, żeby myśleli, że jestem obrzydliwy,  że jestem dewiantem i przy okazji idiotą, niż miałbym umrzeć ze śmiechu. Chciałem żyć! i mi się udało! Skończyłem studia, a z nimi swą kabaretową przygodę. Po latach, przeglądając prace magisterską znalazłem ciekawą zakładkę, na której zapisany był dedykowany tekst :

A  gacie
1
Biedni chodzą w gaciach
W stringach ci dostojni
W bermudach biegają
Obdarzeni hojniej
Widziałem golasa
Bóg w nim ziarno zasiał
 Ja nosze bokserki
 Bo mój chuj niewielki
lecz

Ref:
Tak…
 to jest mój miecz
On zniszczy twoją płeć
Rozedrze twoją płeć
Ty…
 Jak sądzisz że to żart
niech cię pochłonie czart
niech cię poskromi czart

2
Brudni mają szorty
Sportowcy spodenki
Wszyscy chwalą się ogromnym
A mój jest niewielki

Ale matka mi mówiła
Nie ważna jest waga
Byle byś potrafił zrobić
Babie „Toranaga”!
Ref:
Tak…
 to jest mój miecz
On zniszczy twoją płeć
Rozedrze twoją płeć
Ty…
 Jak sądzisz że to żart
niech cię pochłonie czart
niech cię poskromi czart
3
Diabeł zawsze chodzi nago
Ogon zwisa mu pod  knagą.
Szatan liże jego jajca
Bierz dziewczynę bez różańca.

Bierz dziewczynę z brudną dupą
w cztery łapy równo kutą
z czarną pochwą, z cekinami
coś jej zrobił, między nami.

Ref:
Tak…
 to jest mój miecz
On zniszczy twoją płeć
Rozedrze twoją płeć
Ty…
 Jak sądzisz że to żart
niech cię pochłonie czart

niech cię poskromi czart

Koncert życzeń

Koncert życzeń
           Pamiętacie ten program. Prezenterzy dedykowali piosenkę komuś z rodziny. Z reguły pasował tylko tytuł, czasami pierwsza zwrotka, dalsza część utworu często wypadała już o wiele gorzej, np: Piosenka Ireny Jarockiej "Kocha się raz". Dziewczyna cieszy się jak głupia słysząc dedykację od ukochanego. Ale kiedy puszczają teledysk a tam śpiewają: "Kocha się raz, potem drugi i trzeci i znów". - Już nie jest jej tak do śmiechu, tylko widz się śmieje. 
        Albo gość będący świeżo po rozwodzie przypomniał sobie jak to przed laty, będąc w harcerstwie, spacerował raz po plaży z zastępową. Była starsza więc bał się wyznać jej miłość. Żałował tego potem całe życie. Teraz postanowił zadedykować jej piosenkę Santor: "Już nie ma dzikich plaż." Nie miał pojęcia, że dziewczyna wciąż była społecznie zaangażowana. Już nie w harcerstwie ale w Greenpeace. Temat ginących plaż dotknął ją do żywego. Efekt był odwrotny od zamierzonego. 

Czasem życzymy coś sobie i to się nigdy nie spełni, czasem zaklniemy, że nam nie idzie, choć jesteśmy pewni swego dalszego losu, nie myślimy o upadku, i ten upadek musi nadejść.
Bóg patrzy z góry i się śmieje. Nie wiem skąd ma tyle czasu, aby zwrócić uwagę na nasze dzieje. Ale jakoś znajduje. My z wielkim trudem i w pocie czoła wymyślamy swoją historię, ale to on ją zapisuje. A, że ma chore poczucie humoru, prowadzi ten swój długopis takim szlaczkami, na które nigdy byśmy nie wpadli.
Zamiast zakończyć zdanie uwieczniające nasz sukces, wtyka tam trzy kropki. Niektórym długopis wtyka w ucho, nie stworzą ci oni symfonii, w oko też potrafi, nie będzie z nich malarz, fotograf, czasami wepchnie w gardło, niektórym wetknie w dupę, zostają homo, szukają pedalskiej rozrywki, marzą tylko żeby zostać Tuchajbejem  nabitym na pal.
A gdy ma gorszy dzień, to z wściekłością niczym nożem kłuje kartkę długopisem. Ci wszyscy pryszczaci, trędowaci, z egzemami na całym ciele,  Oni wszyscy zamiast sielanki otrzymują piekło. Mają jego ślad. Są naznaczeni. Stygmatyzowani.
Oto nauka dla ludzkości: Nie pielęgnuj przekonania na temat swojej przyszłości, bo spotka cię rozczarowanie.
Ten facet nic sobie nie robił z tych zabobonów. Miał pewność, że Bóg mu sprzyja. Wszystko układało się po jego myśli. W ogródku tryskała  fontanna ropy. A prezydent jego kraju  twierdził, że może mieć tyle żon, ile zdoła utrzymać. Dzięki petrodolarom mógł sobie pozwolić na wiele, a mimo to wciąż czuł niedosyt.
Miał wszystko, ale pragnął więcej. Nudziły go nowe auta, jachty i apartamenty. Łaknął sławy. Postanowił zostać gwiazdą pop. Sądził, że nie sprawi to mu większych kłopotów. Głos miał od dziecka dobry. Już jako piętnastolatek był zastępcą mezuina i kiedy ten był niedysponowany, a mimo zakazu spożywania napojów alkoholowych w ich religii, zdarzało mu się to dość często, osobiście wygłaszał adhan z minaretu.
 Oprócz wokalu pragnął jeszcze na czymś grać. Kupił znakomite instrumenty, zatrudnił nauczycieli muzyki, zapłacił najlepszym kompozytorom i muzykom sesyjnym. Teksty chciał pisać własne. 
Zebranie organizacyjne odbyło się na jego największej w świecie łodzi motorowej. Wypłynęli w morze, w pobliże rafy koralowej, gdzie w pięknych okolicznościach przyrody miał zamiar całej zebranej ekipie przedstawić swój gwiazdorski projekt.
Niestety nim dopłynęli w wybrane miejsce, śruba potężnego silnika zaplątała się w rybacką sieć. Żeby nie wyjść na dupka, przed towarzyszami jego dalszych sukcesów stwierdził, że sam oswobodzi łódź z tej matni. 
Nie wiem czy to ma jakieś znaczenie, ale z reguły sieć rybacka, czy też ryba kojarzona jest z antagonistycznym do jego religii Bogiem Jahwe.
Najwyraźniej miało, bo kiedy wyrywał zaplątaną sieć, nagle śruba znów chwyciła odpowiednie obroty. Nie zdążył zabrać prawej ręki. Obcięło mu ją tuż przy łokciu, do tego podczas uderzenia jedna łopatka śruby się oderwała i wbiła mu w szyję.
Zdołano go uratować, ale struny głosowe zostały uszkodzone. Szeptał coś tylko niezrozumiale. - Bóg zaśmiał się słysząc jego słowa.
Prysły marzenia o śpiewaniu, koniec z graniem na instrumencie, nawet potencjalna kariera aktorska z taką fizis odpadała. - Chyba, że w komedii! - Bóg zrywał boki.
Ktoś poradził, żeby robił karierę w Vegas jako jednoręki bandyta, albo mistrz pokera,  tymi szramami na szyi przykuję uwagę każdego, dzięki czemu nikt nie wyczyta z jego twarzy kiedy blefuje. A niezrozumiale bełkocząc podczas licytacji zdezorientuje wszystkich graczy.
Na nic się to zdało. Szybko roztrwonił majątek. W Vegas tylko czekają na takich jeleni. Po dawnym życiu zostały mu tylko wspomnienia i kilka tekstów, które napisał z przekonaniem, że zostaną hitami. 
Jeden, za kilka dolarów sprzedał mi na głównej ulicy. Był wówczas finansowym bankrutem. 
Kiedy go przeczytałem byłem zdziwiony, wszak tekst ów napisał w czasach, kiedy opływał jeszcze bogactwami. Nie rozumiałem jego intencji. Chciał obwieszony złotymi łańcuchami pozować na biedaka? To niby miało przyciągnąć mu większą publiczność? 
Bóg też chyba nie do końca zrozumiał, o co chodziło temu gostkowi. Wykorzystał  za to swoje poczucie humoru i doprowadził do rozsądnego finału.
Teraz, życiorys i teksty piosenek tego kolesia pokrywały się:


Bieda nie czyni wolnym
1
Przyszedłem na świat
w wyjątkowym roku
W pierwszym dniu miesiąca
By mieć pełen uroku
Numer PESEL, to poezja
Z punktu matematyki
Gdyby wszystko zsumować
Jestem dziecko galaktyki
Wyjątkowe, cudowne
Jedne w swym rodzaju
Talentów i uzdolnień
Obdzielił, by pół kraju
Tylko czemu mi nie płacą
Nie mam z tego keszu
Widzą innych Dowborów
Ja bez grosza przy duszy
Ref.
Tak wysoko lubię
o sobie często mniemać
Tylko innych do tego
trudno przekonać
Bo do tańca z gwiazdami
Mnie nie zapraszają
Uwaga po uwadze
 też w dupie mnie mają
może choć przynajmniej:
 lokalna kronika
rolnik szuka żony, lub żona rolnika
trochę akceptacji, trochę zrozumienia
jestem wyjątkowy, czekam zaproszenia.
Bez grosza przy duszy


 2
Studiowałem fizykę,
matmę, mechanikę
wytrzymałość materiałów
chemię, statystykę
poznałem zakamarki
wylizałem szparki
i wszyscy mnie chwalili
chłopie zajdziesz daleko,
bo język jest twój prędki,
a ja byłem kaleką
językowym
w matematyce odmian nie ma
jest tylko plus, minus i zero
i jeśli nikt cię nie docenia
przy duszy grosza nie masz.

Ref.
Tak wysoko lubię
o sobie często mniemać
Tylko innych do tego
trudno przekonać
Bo do tańca z gwiazdami
Mnie nie zapraszają
Uwaga po uwadze
 też w dupie mnie mają
może choć przynajmniej:
 lokalna kronika
rolnik szuka żony, lub żona rolnika
trochę akceptacji, trochę zrozumienia
jestem wyjątkowy, czekam zaproszenia.
Bez grosza przy duszy


3
Teraz gdy wracam do domu
 po ciężkiej robocie
nie chcę zjadać zupy krem
w jej marnej istocie
gdybym był facetem
po takim obiedzie
zabrałbym wypłatę
i powrócił w biedzie.
Po miesiącu, albo roku
Ależ mnie to kusi
Najebany i pobity
Bez grosza przy duszy

Ref.
Tak wysoko lubię
o sobie często mniemać
Tylko innych do tego
trudno przekonać
Bo do tańca z gwiazdami
Mnie nie zapraszają
Uwaga po uwadze
 też w dupie mnie mają
może choć przynajmniej:
 lokalna kronika
rolnik szuka żony, lub żona rolnika
trochę akceptacji, trochę zrozumienia
jestem wyjątkowy, czekam zaproszenia.
Bez grosza przy duszy