Naj­now­szą pieśń naj­więcej ludzie sławią.

poniedziałek, 29 lutego 2016

Smutek a’la Zaucha

Smutek a’la Zaucha*
Z dedykacją dla wAS.
              
              Atakują nas codziennie wizją muzułmańskich uciekinierów. Setki, tysiące miliony. Płyną tratwami przez morze. Zawsze „Życie pi” (ta książka, czy też dla analfabetów film), mi w tym momencie, na myśl przychodzi. Dramatyczne doniesienia, gdy taka łódź zatonie. 90 % ofiar to dzieci i kobiety. I pytam się w tym momencie kogo to dziwi, skoro każdy porządny muzułmanin ma przynajmniej trzy żony i ośmioro potomstwa.
                Gdyby w tym roku musieli uciekać Polacy, statystyka rozkładała by się po równo: tyle samo utopionych kobiet, co facetów i dzieci. Idealnie jeden do jednego, nie licząc emerytów. Emeryci, najwięksi patrioci, nie uciekną z kraju licząc, że za miesiąc znów przyjdzie emerytura.
                Ale kasy dla emerytów już nie będzie, za to proszą, aby wpłacać na biedne dzieci z Syrii gdzie ropa sika co drugiemu na podwórku, a w ciągu roku są trzy sezony wegetatywne i warzywa rodzą co 4 miesiące. Taka ich oto demagogia.
                Zawsze byli biedni, ale mają dosyć. Atakują pięścią Allacha w dobrobyt, czyli w nas. Nie mają technologii, nie mają zbrojnych wynalazków, ale robią sobie przewagę liczebną. Dziesięciu biednych, głodnych, wściekłych arabów, na moją jedną, mądrą, wysportowaną córkę.
                Idę i tłumaczę to mojej żonie, że natychmiast potrzebujemy jeszcze przynajmniej trzech synów, aby przeżyć w najbliższej przyszłości. Ale ona ze śmiechem na ustach każe mi wytrzeźwieć.
                Nie mam zamiaru. Daje jej ostatnią szansę. Przy akompaniamencie gitary nagrywam piosenkę, dzięki której zrozumie co ważne jest w życiu. Płytę z zapisem wkładam jej pod poduszkę kiedy jeszcze śpi.  I odchodzę na zawsze. Mam nadzieję, że nie. Ma mój numer telefonu i adres e-mail. Jestem otwarty na wszelkie propozycje, wystarczy że przyzna mi rację.
Głodne dziecko.
Też byłem dzieckiem miałem, dziesięć lat
Wyobraźnię rozbuchaną, aby zdobyć świat
Ale kiedy ojciec, wracał bez wypłaty
Głodny, zły, ubogi, wieszałem na nim szmaty.

Zupa z pokrzyw, nigdy więcej
Chleb z musztardą, dałem słowem
Moim dzieciom mam zapewnić
Pożywienie wyjątkowe
Ref
Jestem tym zmęczony, tak bardzo zmęczony
Kiedy, jak co rano idę do roboty
Marzenia o sobie, kotłują się w głowie.
Pamiętaj coś obiecał, podejmij swą kaźń
2
Dałem słowo, jam mu wierny
Dziecku daję, z głodem precz
Niech przez okno nie wykrzyczy
Że jest głodne , jak ja wstecz.

Niech nie myśli o rodzeństwie
Co te brzdące mają zjeść
By ten problem ją ominął
Nie robiłem więcej dzieć
Ref
Przez to
Jestem zmęczony, tak bardzo zmęczony
Kiedy, jak co rano idę do roboty
Marzenia o sobie, kotłują się w głowie.
Pamiętaj coś obiecał, podejmij swą kaźń
3
Słowo spełnione, cudowne dzieciństwo
Jedenaście lat, i niczego nie brak
Jestem taki dumny, pomnik sobie stawiam
Wtedy ona kamień, spuszcza mi na kark

Kiedy przy obiedzie, córka ma kochana
Stwierdza, że jej dusza jest wegetariana
Mówię, że zabraniać tego nie zamierzam
Ale kotlet schabowy zniknąć ma z talerza.

Ref
Jestem zmęczony, tak bardzo zmęczony
Kiedy, jak co rano idę do roboty
Marzenia o sobie, kotłują się w głowie.
Pamiętaj coś obiecał, podejmij swą kaźń

4
 Teraz wiem już co jest ważne
przyznać muszę z wielkim bólem
zamiast zapewniać jej jakość
trzeba było zwiększyć pulę

 kilku synków, parę córek
i bez wychowania bystrych
tylko jeden geniusz wyrósł
pod moim nazwiskiem dystrykt

Ref
Ale byłem zmęczony, tak bardzo zmęczony
Kiedy, jak co rano szedłem do roboty
Marzenia o dzieciach, kotłują się w głowie.

Zapomnij coś obiecał, podejmij swą kaźń

----------------------------------------------------------------------------------------
*Zaucha miał tylko jedną córkę. Wolny czas umilał sobie z otwartą kobietą.  Zginął wraz z nią, z ręki jej zazdrosnego męża. 

wtorek, 23 lutego 2016

Hymn pustelnika

Hymn pustelnika
Wielki brat opętał nasze umysły. Udostępnił nam rozrywki, nowoczesne gadżety, mnóstwo elektronicznego badziewia. Wszystkie te przedmioty, połączone w wielkie sieci, wytwarzają ogromne pole elektromagnetyczne, które zaburza działanie jedynego naturalnego, głównego procesora. Mózgu!
Synapsy wariują, płaty czołowe non stop przegrzane, obie półkule iskrzą w zwarciu. W dawnych czasach,  tylko bliskie spotkanie z Bogiem wywoływało takie symptomy. Ta Boska moc jaka płynęła z Jego postaci powodowała lasowanie się mózgu u człowieka, któremu dane było z nim obcować. Iskrzenie wywołane zwarciem w głowie, powodowało pojawienie się aureoli wokół niej.  Ludzie ci nie wiedzieli co się z nimi dzieje, nagle potrafili czynić cuda, ale w normalnym życiu często zachowywali irracjonalnie. Na długie godziny, czasami dni wyłączali się z otoczenia, nie odczuwali bólu, potrafili i czterdzieści dni wytrzymać bez picia i jedzenia. Wiedzieli, że są nawiedzeni, ale dopóki inni nazywali ich świętymi, nie mieli nic przeciwko temu.
Dzisiaj wystarczy odebrać telefon, włączyć tablet, albo odpalić laptopa połączonego w przestrzeni w jedną wielką chmurę. Efekty są podobne. Nagle stajemy się nawiedzeni. Zapominamy o otaczającej nas rzeczywistości. I tylko kontakt z chmurą ma znaczenie.
Kiedyś tylko wybrańcy mieli szansę połączyć się myślami z wszechmogącym. Dzisiaj każdy kto ma złotówkę i na abonament. Ślepią godzinami w ekraniki, aby przejrzeć całą wiedzę wszechświata. Odizolowani w społeczeństwie, wyalienowani w rodzinie, obcy wśród swoich, w chmurze szukają znajomych, którzy pomogą im znaleźć te najważniejsze prawdy. O głupcy, posiadający całą mądrość. O samotni, posiadający tysiące znajomych. O wolni, tkwiący w sieci Wielkiego Brata.
Nie chciał być taki jak wszyscy. Męczyła go wizja współczesnego społeczeństwa. Chciał nawiedzenia, ale nie za złotówkę, tylko prawdziwego. Dlatego postanowił odseparować się od odseparowanej cywilizacji. Zostać separatystą separatystów. Wyniósł się do lasu.
Nad potokiem z kilku ściętych brzóz wybudował wymarzoną samotnię. Nikt go tu nie miał prawa znaleźć. Wszyscy sprawdzali e-maile i wiadomości. Wodę bieżącą miał, grzyby, jagody, korzonki, orzechy. Medytował. Dzień, tydzień, miesiące. I nic. W głowie roiły mu się jakieś myśli i wspomnienia, które pozyskał w poprzednim życiu. Jakież przebłyski z chmury, jakieś dziecięce marzenia.
Już w przedszkolu mówili mu, że ma talent muzyczny. W podstawówce nauczyciel namawiał go do chóru. Ale nie chciał, wzbraniał się. Myśl o obcowaniu z publicznością przerażała go, choć w głębi duszy marzył, że  może kiedyś zostanie wielką gwiazdą zapełniającą stadiony. Te zapomniane  wizje teraz natarczywie powracały. Teraz jest o wiele łatwiej. Nie trzeba występować przed publicznością. Wystarczy wrzucić swoją twórczość na Youtuba, Facebooka czy innego Istagrama i już się jest gwiazdą. Wszyscy cię wielbią. Dlatego zaczął pisać teksty swoich przebojów. I już był bliski realizacji swojego marzenia, kiedy zrozumiał. To Szatan go kusił, aby zszedł ze swej drogi i przyłączył się do reszty zaślepionych.
To doświadczenie umocniło go w wierze, iż ścieżka do Boga, którą wybrał jest słuszna. Postanowił pójść za chlubnym przykładem i przez 40 dni żyć na ścisłym poście.
Nie przeszedł tej próby. Znaleźli go okoliczni mieszkańcy.
To oni opowiedzieli mi  jego historię i pokazali ową samotnię, w której żył i umarł. Pod pieńkiem, który zapewne służył mu za stół, znalazłem osobiste zapiski oraz tekst piosenki napisanej w chwili zwątpienia. Oto ona:

Samotność.
Już mieszkanie było zalane
I szyby w szafach porozbijane
Kumple sąsiadów pozaczepiali
Klatkę obszczali i zasrali

Więc, czemu tu siedzisz
I nie wyjedziesz
Wciąż siedzisz i bredzisz
I nie wyjedziesz
Do matki choćby, na cztery dni
Z tej klatki skobel, wyciągnij mi

To nie ty! Nie ty! Nie ty!

1
Jak mogłabyś mnie zostawić ?
Przepiję wypłatę, lub coś zastawię
Jeszczem się gotów rzygami zadławić
Lepiej pilnować i po sprawie
Bo
poznam jakąś w czerwonych butach
I sprofanuję nasze łoże.
Za karę Bóg obetnie mi fiuta
Lecz ty nie wierzysz w kary Boże!
ref
Już mieszkanie było zalane
I szyby w szafach porozbijane
Kumple sąsiadów pozaczepiali
Klatkę obszczali i zasrali

Więc, czemu tu siedzisz
I nie wyjedziesz
Wciąż siedzisz i bredzisz
I nie wyjedziesz
Do matki choćby, na cztery dni
Z tej klatki skobel, wyciągnij mi

To nie ty! Nie ty! Nie ty!

2
Lepiej tu będę, choć jest źle
Czasem się spijesz, wkurwiasz mnie
Ja ci tłumaczę, pojedź do mamy
Wrócisz stęskniona, się pokochamy.

Lecz potęga, ognisko twej mocy
Złej czy dobrej, tkwi w mej otchłani
Psychiczny wampir każdej nocy
Wysysa ze mnie, opanowanie
Ref
ref
Już mieszkanie było zalane
I szyby w szafach porozbijane
Kumple sąsiadów pozaczepiali
Klatkę obszczali i zasrali

Więc, czemu tu siedzisz
I nie wyjedziesz
Wciąż siedzisz i bredzisz
I nie wyjedziesz
Do matki choćby, na cztery dni
Z tej klatki skobel, wyciągnij mi

To nie ty! Nie ty! Nie ty!

3
Wracam z roboty, patrzysz ukosem
Gdzie swoje rzeczy spocone rzucę
Jeszcze marudzisz coś tam pod nosem
Przez to się wkurwiam, przez to się kłócę

Więc nie dziw się, nie dziw kochana
Że krzykiem powalam, na kolana
A wystarczyło, pojechać do mamy
Nie pytaj czy się jeszcze kochamy.
Ref
Więc, czemu tu siedzisz
I nie wyjedziesz
Wciąż siedzisz i bredzisz
I nie wyjedziesz
Do matki choćby, na cztery dni
Z tej klatki skobel, wyciągnij mi


To nie ty! Nie ty! Nie ty!

wtorek, 16 lutego 2016

spot reklamowy

Spot reklamowy
Świat reklamy to jest całkiem inna bajka. Nie ma tam dobrych charakterów a’la Jaś, Małgosia, Kopciuszek czy Czerwony Kapturek. Wszyscy są źli do szpiku kości. Małgosie w nadziei na dodatkową porcję okruszków suchego chleba, rzucają się na Jasiów, którzy dawno już całe zapasy tego drogocennego kruszcu zostawili za sobą. Żaden się jednak z tym nie zdradzi i chętnie przystępuje do zapasów. Szarpią się, duszą, gniotą jeden drugiego.  A jedyny zagubiony Pantofelek w tej całej historii, to jednokomórkowa bakteria, przeniesiona w głąb niej, za pomocą jego czerwonego kaptura.
Nasz bohater nie miał pojęcia o ciemnych stronach tego biznesu. Pochodził z dobrej rodziny filharmoników. Po rodzicach odziedziczył talent, ale również maniery. Nie dmuchać bez sensu, nie walić bez umiaru, nie rżnąć smyczkiem jak maniak. Nie bawić się instrumentem, tylko używać go rozsądnie. Nigdy nie spuszczać z batuty dyrygenta, znaczy oczu nie spuszczać z batuty i zawsze, ale to zawsze zachowywać Bon Ton, tak, aby nie przynieść wstydu smokingowi obowiązującemu w orkiestrze. Z tak czystą duszą, z takimi poglądami na życie, chłopak ów trafił do ekipy z reklamy.
Mimo młodego wieku miał już kilka sukcesów na koncie. Skomponował piosenkę do popularnej miłosnej telenoweli, którą puszczano na końcowych napisach, oraz muzyczny temat słyszany podczas otwierania aplikacji pogodowej na smartfonie. Teraz po raz kolejny słońce dla niego zaświeciło, dostał prawdziwą szansę rozwoju. Miał napisać motyw przewodni do reklamy oleju słonecznikowego.
Zaprosili go na plan, aby poczuł w jakim klimacie ma być utwór, który stworzy.
Po miesiącach prób w filharmonii, po tym czarno białym filmie o pingwinach z Arktyki, po kołnierzykach zapiętych pod samą brodę, po fryzurach spiętych setkami wsuwek, po bladych, zmęczonych wielogodzinnym treningiem cerach dziewcząt, nagle znalazł się na Ibizie. Gorące reflektory, rażące światło, opalone roznegliżowane dziewczęta, zapach ich perfum, zapach ich potu.
Wiecie jak wyglądają nowoczesne reklamy artykułów spożywczych, istne szaleństwo. Kobiety z jędrnymi ustami zawsze upaprzą się jogurtem, te z jędrnym piersiami niechcący oblewają się po nich colą, a laski z jędrnymi pośladkami rozgniatają nimi orzechy lądujące w czekoladzie. „Z kakao, w kakao.” - pomyślał i zwariował.
Reklama oleju nie różniła się od innych. Konkretne kobietki. Nie muszę nikomu tłumaczyć jak takie wyglądają. Słowiańska uroda, duże, wierne oczy, zbyt mały stanik, a raczej zbyt solidne piersi, grube warkocze, na nich wianek, ze słoneczników oczywiście. Błyszcząca się, biała skóra, naoliwiona reklamowanym towarem. Krajobraz. Pole słoneczników. Idą dziewczęta i rwą rytmicznie. A ta pierwsza najhojniej obdarzona. Najpiękniej światło odbija, jej naoliwiona skóra. I uśmiech w tym świetle błyszczy. Do niego się tak uśmiecha. I chłopak czuje jak dotyk muzy, spływa na jego ramię. Już wie dla kogo ma pisać. Jest pewny, że hit powstanie.
Na drugi dzień, wszystko gotowe. Uwertura wspaniała, tekst do zakochania. Wcześnie rano przybył na plan, aby jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć, dziewczyna dla której to napisał, mogła się z nim zapoznać. Może doceni jego talent. Może zachwycona, będzie się chciała z nim umówić. Nie mógł jej znaleźć. Statyści powiedzieli, że chyba jest u masażysty na smarowaniu olejem. Bez pukania, wbiegł podniecony do gabinetu. Widok zmroził go. Patrzył jak zahipnotyzowany. Nie  mógł spuścić wzroku z batuty masażysty. Aż do momentu kiedy ten się spuścił. Na koniec ta dziewucha, jakby nigdy nic, jeszcze zaczęła bez sensu dmuchać mu we flet. Tego było za wiele. Wybiegł jak opętany. Zniszczył miłosny tekst, ale muzyki wyrzucić z głowy nie potrafił.
Kiedy przez następne dni nie pojawiał się na planie, zniecierpliwiony producent wysłał mu kilka ponaglających sms’ów. Z reguły były to groźby, w jaki sposób zakończy jego muzyczną karierę, jeśli nie zrealizuje zamówienia.
Chłopak ochłonął trochę z tej miłosnej traumy, i nie chciał dla niej rezygnować z kariery. Muzykę pozostawił oryginalną, ale tekst postanowił napisać od nowa.
Po tym co usłyszeli, producenci zrezygnowali ze współpracy. Muzyka, a i owszem, pasowałaby do teledysku, ale tekst to pierwszoklasista napisze lepszy.
Od tamtej pory jako pisarz był skończony, ale wciąż ceniony jako muzyk. Warto jednak wyzbyć się formy i zapoznać z tekstem kochającego, naiwnego, dobrze wychowanego chłopaka:

OLEJ

Gdy głodny z roboty wracasz
Myślisz: zjesz, wypijesz, relaks
A jej nie ma, też pracuje
To cię wnet kurwica strzela
Bo wydawać, na nic nie chce
Ty czynsz płacisz i zakupy
Na co komu ta jej praca
Lepszy byłby garnek zupy

Weź to olej

Rzepakowy
Tam cebule masz i boczek
Nie czekaj, aż ci usmaży
Talent kulinarny doceń
Jaki drzemie w twoim ciele
Cztery jaja i szczypioru
Jeśli omlet mleka dodaj
Żółty ser doda koloru
I smaż długo, albo krótko
Jaką konsystencję wolisz
Tylko proszę, nie bądź babą
Że od tego cię brzuch boli


Weź to olej

Rycynowy
Co jelito ci podepta
Się wypróżnisz z całej żółci
Chociaż rozum przy tym szepta
Sprawa nie jest załatwiona
To nie żarcie, tylko nerwy,
Fakt, że gówno pływa w kiblu
Nie oznacza, żeś już pełny
Pustka w tobie, głód kobiety
W dziejach inną miały rolę
Odkąd założyły spodnie
Każdą jedną ja  pierdolę
Jedna rada na ten stan
Abyś jej powiedział tak:

Weź to olej

Silnikowy
Zalej motor, zmniejsz obroty?
Nie wiesz jak, to zatrzesz silnik
Pójdziesz pieszo do roboty.
A to wstyd!



Weź to olej

Extra Vergine
Cały z pierwszego tłoczenia
Gdy kobieta jest dziewicą
Extra wiążą was marzenia
Lecz gdy tłoczysz drugi, trzeci
To już coraz gorsza lura
I wyrasta biznes-cudak
A marzy domowa kura
Taki system teraz mamy
Obiad chciałbyś zjeść przy stole
Ona lunch je z kimś z reklamy
Więc po prostu weź to olej
Jedna rada na ten stan
Abyś jej powiedział tak:

Weź to olej

Napędowy
Co napędza porost włosa
Dobrze wetrzyj go do głowy
Potem zapal papierosa
Taki reklamowy chwyt.
Poczuj jak cię spali wstyd.




poniedziałek, 15 lutego 2016

KONKURS!


            Film zachęcający tych mniej utalentowanych do wzięcia udziału w konkursie na nagranie własnej wersji piosenki z jednym z tekstów z bloga 101piosenek i opublikowaniu go na Youtube. jak słychać w poniższym wykonaniu profesjonalizm i talent nie jest wymagany. dla odważnych, którzy podeślą link z ich interpretacją jednego z tekstów, do wygrania koszulki z oryginalnym logo zespołu Odbyt. (jego wygląd można zobaczyć  w poniższym nagraniu :)

piątek, 12 lutego 2016

Numer kabaretowy


Śmiech to zdrowie. Mówicie. To poznajcie śmiech wprowadzający w chorobę.
Jako dziecko w starym kinie obejrzałem film, gdzie gościa tak rozśmieszyli, że umarł ze śmiechu. Pamiętam tą scenę dokładnie, jakbym oglądał ją przed chwilą. Od tamtej pory śmiertelnie bałem się gwałtownego śmiechu. A od ludzi ze śmiechawką trzymałem się jak najdalej. Nigdy też nie paliłem trawki, bo wiem, że jak by  mnie wzięło, to żywy bym z tego nie wyszedł.
Na studia trafiłem do Zielonej Góry, a tam niestety każdy jeden chciał zostać kabareciarzem. Aby nie wyjść na dziwaka, musiałem krakać jak i oni.
Tylko zaistniał problem.  Jak rozbawić wszystkich dookoła, żeby samemu przy tym nie zdechnąć ze śmiechu?
Nie na darmo dostałem się na studia. Byłem inteligentną bestią. Szybko znalazłem sposób. Wszyscy drwili z obecnej władzy, warunków w jakich żyjemy, demagogii  jaką wpajają nam środki masowego przekazu, było śmiesznie, a i owszem. Czasami nawet za bardzo, tak bardzo, że sami wykonawcy skeczy nie mogli do końca scenki zachować powagi.
To nie dla mnie. Groziło zejściem na scenie. Nie zejściem ze sceny, ale na.  Dosłownie śmiercią na scenie, niczym Moliere ten największy komediant wszech-czasów.
Zauważyłem natomiast (w końcu nie bez powodu dostałem się na studia), że prawie nikt nie potrafi śmiać się z siebie. Ze swoich wad, niedociągnięć umysłowych, niedoróbek fizycznych, swego niechlujstwa, nieróbstwa, pijaństwa. STOP! Z własnego pijaństwa potrafią się śmiać, znaczy to nie wstydliwa wada. Znalazłem dobry temat. Temat, który śmieszył wszystkich,tylko nie jego twórcę. bo jak tu się śmiać z tego, że jest się brudasem, chamem czy seksualnym dewiantem?
I oto odnalazłem swoją drogę. będę rozśmieszał innych, tylko nie siebie.
Zacząłem piłować  dowcipy o tym, że śmierdzi mi z buzi, że pocę się w kościele, że pierdzę przy pięknej kobiecie, że mi  Internet nie działa, że w gówno wdepnąłem wchodząc na posadzkę, i okazało się, że z kozą mam schadzkę.
Z początku odnosiłem sukcesy, ale szybko znudziło to ludzi. Przestał ich śmieszy gość, który dobrze wiedział o swoich ułomnościach i chętnie się nimi ze wszystkimi dzielił.
Bawi ich tylko niezdara, którą można  zaatakować z zaskoczenia, ściągnąć mu majty i widząc strach w jego oczach, wytykać go palcami.
Nie byłem ofiarą. Nie byłem agresorem. Byłem pośrodku. Czyli taki nijaki. Nuda! Przy okazji obrzydziłem do siebie płeć przeciwną. Jaka zechce spotkać się z gościem, który przed każdą randką trzepie kapucyna, po to by wykazać się kondycją, jeśli schadzka miałaby zakończyć się pomyślnie. - jeden z moich pierwszych skeczy, wzorowany zresztą na filmie "Sposób na blondynkę".
Albo, która poda ci rękę, wiedząc, że dłubiąc w nosie dorobiłeś się  kolekcji głów z wysp wielkanocnych. nigdy nie wiedziałeś gdzie ten wykopany urobek wyrzucać. obrzydlistwo. - Ten numer nie wywoływał już takiego entuzjazmu. A myślałem że ich to weźmie.
Mimo to wolałem, żeby myśleli, że jestem obrzydliwy,  że jestem dewiantem i przy okazji idiotą, niż miałbym umrzeć ze śmiechu. Chciałem żyć! i mi się udało! Skończyłem studia, a z nimi swą kabaretową przygodę. Po latach, przeglądając prace magisterską znalazłem ciekawą zakładkę, na której zapisany był dedykowany tekst :

A  gacie
1
Biedni chodzą w gaciach
W stringach ci dostojni
W bermudach biegają
Obdarzeni hojniej
Widziałem golasa
Bóg w nim ziarno zasiał
 Ja nosze bokserki
 Bo mój chuj niewielki
lecz

Ref:
Tak…
 to jest mój miecz
On zniszczy twoją płeć
Rozedrze twoją płeć
Ty…
 Jak sądzisz że to żart
niech cię pochłonie czart
niech cię poskromi czart

2
Brudni mają szorty
Sportowcy spodenki
Wszyscy chwalą się ogromnym
A mój jest niewielki

Ale matka mi mówiła
Nie ważna jest waga
Byle byś potrafił zrobić
Babie „Toranaga”!
Ref:
Tak…
 to jest mój miecz
On zniszczy twoją płeć
Rozedrze twoją płeć
Ty…
 Jak sądzisz że to żart
niech cię pochłonie czart
niech cię poskromi czart
3
Diabeł zawsze chodzi nago
Ogon zwisa mu pod  knagą.
Szatan liże jego jajca
Bierz dziewczynę bez różańca.

Bierz dziewczynę z brudną dupą
w cztery łapy równo kutą
z czarną pochwą, z cekinami
coś jej zrobił, między nami.

Ref:
Tak…
 to jest mój miecz
On zniszczy twoją płeć
Rozedrze twoją płeć
Ty…
 Jak sądzisz że to żart
niech cię pochłonie czart

niech cię poskromi czart

Koncert życzeń

Koncert życzeń
           Pamiętacie ten program. Prezenterzy dedykowali piosenkę komuś z rodziny. Z reguły pasował tylko tytuł, czasami pierwsza zwrotka, dalsza część utworu często wypadała już o wiele gorzej, np: Piosenka Ireny Jarockiej "Kocha się raz". Dziewczyna cieszy się jak głupia słysząc dedykację od ukochanego. Ale kiedy puszczają teledysk a tam śpiewają: "Kocha się raz, potem drugi i trzeci i znów". - Już nie jest jej tak do śmiechu, tylko widz się śmieje. 
        Albo gość będący świeżo po rozwodzie przypomniał sobie jak to przed laty, będąc w harcerstwie, spacerował raz po plaży z zastępową. Była starsza więc bał się wyznać jej miłość. Żałował tego potem całe życie. Teraz postanowił zadedykować jej piosenkę Santor: "Już nie ma dzikich plaż." Nie miał pojęcia, że dziewczyna wciąż była społecznie zaangażowana. Już nie w harcerstwie ale w Greenpeace. Temat ginących plaż dotknął ją do żywego. Efekt był odwrotny od zamierzonego. 

Czasem życzymy coś sobie i to się nigdy nie spełni, czasem zaklniemy, że nam nie idzie, choć jesteśmy pewni swego dalszego losu, nie myślimy o upadku, i ten upadek musi nadejść.
Bóg patrzy z góry i się śmieje. Nie wiem skąd ma tyle czasu, aby zwrócić uwagę na nasze dzieje. Ale jakoś znajduje. My z wielkim trudem i w pocie czoła wymyślamy swoją historię, ale to on ją zapisuje. A, że ma chore poczucie humoru, prowadzi ten swój długopis takim szlaczkami, na które nigdy byśmy nie wpadli.
Zamiast zakończyć zdanie uwieczniające nasz sukces, wtyka tam trzy kropki. Niektórym długopis wtyka w ucho, nie stworzą ci oni symfonii, w oko też potrafi, nie będzie z nich malarz, fotograf, czasami wepchnie w gardło, niektórym wetknie w dupę, zostają homo, szukają pedalskiej rozrywki, marzą tylko żeby zostać Tuchajbejem  nabitym na pal.
A gdy ma gorszy dzień, to z wściekłością niczym nożem kłuje kartkę długopisem. Ci wszyscy pryszczaci, trędowaci, z egzemami na całym ciele,  Oni wszyscy zamiast sielanki otrzymują piekło. Mają jego ślad. Są naznaczeni. Stygmatyzowani.
Oto nauka dla ludzkości: Nie pielęgnuj przekonania na temat swojej przyszłości, bo spotka cię rozczarowanie.
Ten facet nic sobie nie robił z tych zabobonów. Miał pewność, że Bóg mu sprzyja. Wszystko układało się po jego myśli. W ogródku tryskała  fontanna ropy. A prezydent jego kraju  twierdził, że może mieć tyle żon, ile zdoła utrzymać. Dzięki petrodolarom mógł sobie pozwolić na wiele, a mimo to wciąż czuł niedosyt.
Miał wszystko, ale pragnął więcej. Nudziły go nowe auta, jachty i apartamenty. Łaknął sławy. Postanowił zostać gwiazdą pop. Sądził, że nie sprawi to mu większych kłopotów. Głos miał od dziecka dobry. Już jako piętnastolatek był zastępcą mezuina i kiedy ten był niedysponowany, a mimo zakazu spożywania napojów alkoholowych w ich religii, zdarzało mu się to dość często, osobiście wygłaszał adhan z minaretu.
 Oprócz wokalu pragnął jeszcze na czymś grać. Kupił znakomite instrumenty, zatrudnił nauczycieli muzyki, zapłacił najlepszym kompozytorom i muzykom sesyjnym. Teksty chciał pisać własne. 
Zebranie organizacyjne odbyło się na jego największej w świecie łodzi motorowej. Wypłynęli w morze, w pobliże rafy koralowej, gdzie w pięknych okolicznościach przyrody miał zamiar całej zebranej ekipie przedstawić swój gwiazdorski projekt.
Niestety nim dopłynęli w wybrane miejsce, śruba potężnego silnika zaplątała się w rybacką sieć. Żeby nie wyjść na dupka, przed towarzyszami jego dalszych sukcesów stwierdził, że sam oswobodzi łódź z tej matni. 
Nie wiem czy to ma jakieś znaczenie, ale z reguły sieć rybacka, czy też ryba kojarzona jest z antagonistycznym do jego religii Bogiem Jahwe.
Najwyraźniej miało, bo kiedy wyrywał zaplątaną sieć, nagle śruba znów chwyciła odpowiednie obroty. Nie zdążył zabrać prawej ręki. Obcięło mu ją tuż przy łokciu, do tego podczas uderzenia jedna łopatka śruby się oderwała i wbiła mu w szyję.
Zdołano go uratować, ale struny głosowe zostały uszkodzone. Szeptał coś tylko niezrozumiale. - Bóg zaśmiał się słysząc jego słowa.
Prysły marzenia o śpiewaniu, koniec z graniem na instrumencie, nawet potencjalna kariera aktorska z taką fizis odpadała. - Chyba, że w komedii! - Bóg zrywał boki.
Ktoś poradził, żeby robił karierę w Vegas jako jednoręki bandyta, albo mistrz pokera,  tymi szramami na szyi przykuję uwagę każdego, dzięki czemu nikt nie wyczyta z jego twarzy kiedy blefuje. A niezrozumiale bełkocząc podczas licytacji zdezorientuje wszystkich graczy.
Na nic się to zdało. Szybko roztrwonił majątek. W Vegas tylko czekają na takich jeleni. Po dawnym życiu zostały mu tylko wspomnienia i kilka tekstów, które napisał z przekonaniem, że zostaną hitami. 
Jeden, za kilka dolarów sprzedał mi na głównej ulicy. Był wówczas finansowym bankrutem. 
Kiedy go przeczytałem byłem zdziwiony, wszak tekst ów napisał w czasach, kiedy opływał jeszcze bogactwami. Nie rozumiałem jego intencji. Chciał obwieszony złotymi łańcuchami pozować na biedaka? To niby miało przyciągnąć mu większą publiczność? 
Bóg też chyba nie do końca zrozumiał, o co chodziło temu gostkowi. Wykorzystał  za to swoje poczucie humoru i doprowadził do rozsądnego finału.
Teraz, życiorys i teksty piosenek tego kolesia pokrywały się:


Bieda nie czyni wolnym
1
Przyszedłem na świat
w wyjątkowym roku
W pierwszym dniu miesiąca
By mieć pełen uroku
Numer PESEL, to poezja
Z punktu matematyki
Gdyby wszystko zsumować
Jestem dziecko galaktyki
Wyjątkowe, cudowne
Jedne w swym rodzaju
Talentów i uzdolnień
Obdzielił, by pół kraju
Tylko czemu mi nie płacą
Nie mam z tego keszu
Widzą innych Dowborów
Ja bez grosza przy duszy
Ref.
Tak wysoko lubię
o sobie często mniemać
Tylko innych do tego
trudno przekonać
Bo do tańca z gwiazdami
Mnie nie zapraszają
Uwaga po uwadze
 też w dupie mnie mają
może choć przynajmniej:
 lokalna kronika
rolnik szuka żony, lub żona rolnika
trochę akceptacji, trochę zrozumienia
jestem wyjątkowy, czekam zaproszenia.
Bez grosza przy duszy


 2
Studiowałem fizykę,
matmę, mechanikę
wytrzymałość materiałów
chemię, statystykę
poznałem zakamarki
wylizałem szparki
i wszyscy mnie chwalili
chłopie zajdziesz daleko,
bo język jest twój prędki,
a ja byłem kaleką
językowym
w matematyce odmian nie ma
jest tylko plus, minus i zero
i jeśli nikt cię nie docenia
przy duszy grosza nie masz.

Ref.
Tak wysoko lubię
o sobie często mniemać
Tylko innych do tego
trudno przekonać
Bo do tańca z gwiazdami
Mnie nie zapraszają
Uwaga po uwadze
 też w dupie mnie mają
może choć przynajmniej:
 lokalna kronika
rolnik szuka żony, lub żona rolnika
trochę akceptacji, trochę zrozumienia
jestem wyjątkowy, czekam zaproszenia.
Bez grosza przy duszy


3
Teraz gdy wracam do domu
 po ciężkiej robocie
nie chcę zjadać zupy krem
w jej marnej istocie
gdybym był facetem
po takim obiedzie
zabrałbym wypłatę
i powrócił w biedzie.
Po miesiącu, albo roku
Ależ mnie to kusi
Najebany i pobity
Bez grosza przy duszy

Ref.
Tak wysoko lubię
o sobie często mniemać
Tylko innych do tego
trudno przekonać
Bo do tańca z gwiazdami
Mnie nie zapraszają
Uwaga po uwadze
 też w dupie mnie mają
może choć przynajmniej:
 lokalna kronika
rolnik szuka żony, lub żona rolnika
trochę akceptacji, trochę zrozumienia
jestem wyjątkowy, czekam zaproszenia.
Bez grosza przy duszy


piątek, 5 lutego 2016

Poezja śpiewana.

Poezja śpiewana.
Każdy ma pomysł na życie. Może nie każdy.
W zamierzchłych czasach było łatwiej. ludzie żyli w niewielkich gromadach. 80 może 100 osób. każdy był potrzebny. Jeden lepiej opowiadał historie, których wszyscy słuchali przy ognisku, drugi potrafił śpiewać, następny malował na ścianach jaskini scenki z ich życia, kolejny potrafił zastawiać pułapki na zwierza, którego wspólnie spożywali przy wspomnianym już powyżej ognisku. Może nie byli mistrzami w swej dziedzinie, byli przeciętni, ale w tej małej społeczności, idealnie spełniali swą rolę.
Przy obecnych mediach społecznościowych, środkach masowego przekazu zaistnieć może tylko stu, może pięciuset najlepszych w danej dziedzinie. Przeciętniak taki jak ja, nie ma szans. Nie może spełniać, narzuconej przez naturę roli.
W takim wypadku możesz popaść w depresję, albo starać się jeszcze bardziej.
 Żeby się wybić musisz mieć pomysł. Pomysł tworzy człowieka nie odwrotnie. Nikt nie będzie przedstawiał się jako to ja człowiek, za którym chowają się na przykład sławni wegetarianie. Jest odwrotnie. Istnieją wypromowani sławni wegetarianie, za którymi kryje się człowiek. Internet. Miejsce do promocji. Kiedyś żeby zostać poetą, trzeba było zdobyć mecenasów sztuki  jak Mickiewicz, lub pogrążyć się w ubóstwie jak Norwid i do tego mieć talent. Teraz decydują przyciski „Lubię to”. Większość współczesnych  poetów to dziewczyny, wspominają jak się zakochały, jak je porzucono, jak została zdeptana ich miłość. Ale facet zawsze woli inne, ładniejsze, chudsze, usportowione.
 Najwięcej wierszy piszą grube, brzydkie babochłopy. Wyjątek żona Marcinkiewicza. Ale tego nie da się nazwać poezją.  Niezłe badziewie. Zakup tomików poetyckich spadł prawie do zera. Kto pójdzie  na taki wieczór poetycki? Zamiast wyrywania flaków, wyrzucania kobiecie jej zdrad, i słuchania od dziecka zastrzeżeń co do waszego picia, musicie oglądać niewypróżnione jelito silikonowej laski. Stworzonej nie przez ojca i matkę ale przez dyplomowanego chirurga.
Wieczór poetycki kojarzy mi się z występem Bukowskiego. Pijany drze się na swoich słuchaczy, obraża ich, równa z glebą, a jeśli któryś zaprotestuje, dostaje od razu wpierdol.
Spróbuj dziś zaprotestować kobiecie. Spróbuj zostać przy kobiecie, poetą.  One wiedzą o współczesnym świecie co nie co. Wiedzą z kim wypić. Kogo oczarować.  Z kim rozmawiać, i na jaki temat. Ty ze swą nie wiedzą, nie masz szans zaistnieć wśród elit.
W zamierzchłych czasach kobiety zajmowały się porządkiem w jaskini, wychowywaniem dzieci, i przyrządzaniem upolowanej zwierzyny. wiemy to z naskalnych rysunków. Rola śpiewaka, archiwisty, wodza, poety należała do mężczyzn.
Obecnie zostaje ci tylko marzenie, że kiedyś będzie jak po dawnemu, i wtedy może docenią prawdziwą męską poezję: 

Poeta
Kiedyś jako dziecko
Żyłem życia pełnią
Ojciec robił na dniówki
Czasem wracał bez złotówki
Głodny uciekałem w książki
Winetou Karola Maya
Karmiłem się polowaniem
Na niedźwiedzia baribala
Ref
Głusi na głód
Ślepi na smród
Nie czuli łez
Instynktu bez
2
 Tak pokochałem poezję
Proza życia zbyt mną szarpie
Matkę cieszy ciepła wódka
Mnie nakarmi zimnym karpiem
Tylko ojciec wciąż mym guru
Chociaż rzadko go spotykam
Dał mi rower, elementarz
Najważniejsza praktyka.
Ref
Głusi na głód
Ślepi na smród
Nie czuli łez
Instynktu bez
3
Miast na oklep na rowerze
Jechałem ku słońcu
I wiedziałem, że zostanę
Tym pisarzem w końcu
Teraz książkę mam na koncie
Nie skończoną drugą
Sto piosenek oraz wierszy
Wszystko poszło w ugór
Nikt przeczytać tego nie chce
Nawet za opłatą
Matce wsio dedykowałem
Przepraszam cię tato
Ref
Głusi na głód
Ślepi na smród
Nie czuli łez
Instynktu bez
4
Swego ojca zawiodłem
Chciał mieć sławnego syna
Gen po matce zdeformował
To co wypchnęła wagina
Teraz znać mnie nie chce
Czytać moich wypocin
Tato ja cię proszę
Nie chciałem tak sknocić.
Ref
Głusi na głód
Ślepi na smród
Nie czuli łez
Instynktu bez
5
Wiem że może nie jestem
Tak jak London czy May
Wiek jest dwudziesty pierwszy
Więc tłumaczę na Braille
Choć nie widzą co czują
Szybko im się wydaje
Jak Eskimos bijąc fokę
Śmierci półmrok poznaje
Ref
Głusi na głód
Ślepi na smród
Nie czuli łez
Instynktu bez

Może w tej kategorii
zrobię karierę
jeśli to dla ciebie mało
to idź, że w cholerę